• Wpisów:117
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 21:47
  • Licznik odwiedzin:6 119 / 1729 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
ROZDZIAŁ 2
- I co masz zamiar zrobic w kwestii pracy? -Pytał tym razem tata.
- Tato jem śniadanie. Później wyskocze na miasto i zobacze. Jest rano a ty mi takimi rzeczami oczywiście musisz zawracać głowe.
- Ale ja cie nie zawracam głowy takimi drobnostkami tylko poważnymi rzeczami. Dzięki pracy...
- Tak tato wiem. Odpowiedzialność, samodzielność, pieniądze i czas spędzony z ludźmi. Znam to na pamięć tato. Narawde.
- W takim razie mam coś dla ciebie. - Powiedział tata i podał mi poranną gazete obruconą na właściwą strone.
- Yhmm....No niewiem.
- Czego nie wiesz Lisso?
- Praca w Mc Donaldzie nie jest przekonująca.
- Żadna praca nie hańbi moja droga.
- Dziekuję - podziękowałam za posiłem, wzięłam arkusz gazety do ręki i poleciałam na góre do swojego pokoju.
Prześledziłam dokładnie propozycje a potem spisałam dane wszystkich dobrych dla mnie na osobną kartke.
PRACA W LODZIARNI - Która odpada bo jest koniec zimy xD
PRACA W NANDO'S/KFC/MC DONALD'S
PRACA W BUTIKACH TAKICH JAK: RESERVED/ H&M/ HAUSE
I to na tyle.
To zrobimy wyliczanke.
WPADŁA BOMBA DO PIWNYCY, NAPISAŁA NA TABLICY, S.O.S GŁUPI PIES TAM GO NIEMA A TU JEST! Dobra może jeszcze raz żeby nie było. ENE DUEN RIKE FAKE TORBA BORBA ÓSME SMAKE. DEUS DEUS KOSMATEUS I MORELE BAKS.
Ok...Więc wyszła Nando's.....
Przyszykowałam się szybko i poszłam do niej na nogach gdyż była zaledwie trzy przecznice od naszego domu, niedaleko Lou.
Nie ubierałam sie zbyt szykownie, ale też bez przesady z tym luzem więc ubrałam kremowe Vansy, sweterej do nich pasujący oraz jeansy. Na to narzuciłam czarny płaszcz i wyszłam z domu.
Niebo nagle poszarzało jaby przestraszyło się mojego widoku. Zima w Londynie nie była jakaś mroźna. bywało w każdym bądź razie o wiele gorzej niekiedy. Teraz akurat zbliżała się wiosna i nie mogłam się doczekać kiedy znowu ujże piękną zieleń w moim ogródku. Piękne dzikie róże wijące się, obok mojeg ulubionego hamaka, na którym jak byłam mała lubiałam się bujać jak głupia. Teraz słuzy mi jako forma wypoczęcia bądź relaksu. Ogródek mamy, który pielęgnuje co dnia jak wróce ze szkoły. Niestety mama przeważnie wraca dopiero wieczorem a tata jeżdzi czasem na delegacje a czasem wraca póżno w nocy. W niedziele przeważnie jest ale to zależy od jego pracodawcy i jakie ma zlecenie <jest doradcą finansowym>. Dzisiaj akurat jedzie do sanatorium jako wyjazd z pracy i nie będzie go cały miesiąc ;c
Wkońcu znalazłam się w wyznaczonym miejscu i przez jakieś dobre 10 minut patrzałam się w drzwi wejściowe jak jakaś idiotka dopóty jakiś klient nie nawrzeszczał na mnie że zastawiam dojście do środka.
- Przepraszam - mrukęłam i weszłam do środka.
Przez tego kolesia całkowicie przeszła mi ochota na cokolwiek, ale mus to mus.
- Przepraszam - zwróciłam się do kelnerki za ladą. Wyglądała na miłą ale wiało o niej chłodem. Czerone włosy naprzykłąd nie były zbyt przyjazne jeśli tak to moge nazwać
- Tak? - W tym jednym słowie było tyle jadu że wykorzystała by go aby zabić 4 osobową rodzine PRZYNAJMNIEJ. - W czym moge służyć?
Zastanawiałam sie przez chwile czy wogóle się odzywać i nie uciec. A może ona jest seryjnym mordercą??!!
Lecz zdecydowałam się jednak na opcje ,,grzeczna dziewczynka szuka pracy''
- W porannej gazecie znalazłam ogłoszenie że szukacie pracownika.
- Przykro mi ale to jest juz nie aktualne. Przed godziną przyszła do nas dziewczyna, która idealnie nadawała sie na kelnerke w naszej restauracji. W czymś jeszcze moge pomóc?
,,Tak, nie musisz być taka wredna'' pomyślałam a powedziałam. - Nie dziękuję. Dowidzenia!
Więc pognałam do następnego miejsca, którego nie przekreślałam. Był to sklep w niedalekim Centrum Handlowym. Reserved. Tam też podobno kogoś szukają. Ale tam niemam zamiaru chodzić na nogach więc wrociłam się do domu i pojechałam autem.
Oczywiście jak w każdym centrum handlowym są ludzie. Wszędzie chodzą, wszędzie się śpieszą. Dążą do nikąd. Jak na złość oczywiście Reserved jest tam na drugim końcu. Więc poszłam wolnym krokiem w tym właśnie kierunku.
Po drodze ktoś na mnie wpadł. Zrobiłam pełny obrót i prawie straciłam równowage za to chłopakowi, który to zrobił wypadła kawa i rozlała się na jego koszule. Ale ze mnie gapa!
- Boże przepraszam! Ale jestem głupia....
- Hey... Nie masz za co. To moja wina. - Spojrzałam na jego twarz. Zielone oczy, ciemne loczki. Wysoki, szczupły oraz niski głos. Skądś go kojarze ale nie będe teraz się nad tym zastanawiała.
- Odkupie ci tą koszule albo przyajmniej powiedz ile kosztowała. Kurde ale ze mnie niezdara!
- Spokojnie! Nic mi się nie stało. To tylko rzecz. Nie musisz się tym przejmować. Jestem Harry- chłopak podał mi przy tym dłoń.
- Lissa - powiedziałam i uśmiechnęłam się. To do mnie nie podobne. Aż sama się zdziwiłam, że wogóle z nim rozmawiam.
- w takim razie musze mieć numer telefonu dziewczyny która oblała mnie kawą.
- Okay...Więc pisz - Boże co ja robie!
- Dziękuję Napewno się odezwe. - powiedział, uśmiechnął się ostatni raz i odszedł. Tsa jasne. Odezwie się. Prędzej spadnie na ziemie wielka kula ognia i zewsząd zejdą się kosmici ubrani w strój hula. Ja i moja wyobraźnia to nie rozłączna przyjaźń do końca życia jak sądze.
Reserved, reserved....Gdzie jest ten cholerny Reserved?!?!
Spojrzałam za siebie...Aha...To tutaj. Skarciłam się w myślach i poszłam na przód. Zrobiłam to samo co w Nando's. Podeszłam do ekspedientki.
- Dzieńdobry - Powiedzałam chociaż nie zasługiwała na to miano. Była góra starsza o rok ode mnie.
- Dzieńdobry w czym moge pomóc?
- Przeczytałam w porannej gazecie, że szukacie pomocy.
- Owszem. Potrzebujemy pracowników. Znasz się na kasie?
- Tak - powiedziałam choć nie byłam do końca pewna swoich słów.
W takim razie chodź za mną.
Wszystko poszło dobrze z planem a ja zyskałam prace na którą moi rodzice tak długo czekali.
Dziewczynie - jak się okazało ma na imie Kim - jest bardzo miła i jak sądziłam ma 18 lat. Dałam jej moją CV i od jutra mam już iść do pracy. Naszczęście mam na popołudnia do późno w nocy bo trudno jest pogodzić szkołe i prace.
Oczywiście w domu pochwały. ,,no nareszcie!'' itp. ,,może znajdziesz przyjaciół wkońcu''
Te słowa troche były uraźliwe, bo to nie jest tak że mnie nie lubią tylko ja nie chce być lubiana a to są dwie różne słowa i rzeczy. Poszłam do swojego pokoju , pobrzdąkałam troche na gitarze, poszlam się myć, i położyłam się spać. Przynajmniej miałam taki zamiar lecz zaraz usłyszłam głos przychodzącego sms'a.
Nieznany numer.
,,Witaj piękna. Mam nadzieje ze spotkamy się za niedługo.''
Nie był podpisany więc uznałam że najzwyklejsza pomyłka. Więc bez odpisywania położyłam się dalej nakładając na uszy słuchawki.
Lecz zaraz przyszedł następny.
,,Przepraszam, zapomniałem że niemasz mojego numeru. To ja Harry co się zderzyliśmy pamietasz?''
Już wszystko rozumiałam.
,, O hey Harry niewiedziałam, że to ty Wątpie czy zechciałbyś się ze mną wogóle spotkać. Nie jestem typem towarzyskim..Ale dzięki że wogóle napisałeś ''
Już po chwili dostalam odpowiedź
,,Chyba musze się przekonać co? To kiedy masz czas?''
,,Mmmm....Przykro mi ale dopiero w sobote caluutki dzień''
,,Zapracowana kobieta jestes co?''
,,W tym roku kończe szkołe a do tego praca doszła. Niestety mi też przykro...''
,,Poczekam. Wiem że warto.''
,,Skąd takie przypuszczenia? że warto...Jak już pisałam jestem typem samotnicy''
,,Jak cie zobaczylem sądzilem że cały czas odpędzasz się od chłopaków''
,,Chyba od komarów xD''
,,Piękna i zabawna''
,,Dobrze Harry, mam nadzieje że jednak o mnie nie zapomnisz Ja sie żegnam i życze miłej nocy. Dobranoc ! ;*
,,Dobranoc Lisso. Nie licz na to''
Cóż wydaje się miły. Może warto się z nim spotkać? Zobaczymy a teraz trzeba się wyspać bo jutro ze szkoły odrazu do pracy aż do 220. Co za życie....

----------------------------------
HEY WSZYSTKIM!!! <3
Ale mnie tu dawno nie było....
Musze wszystkooo nadrobić
Bylam na wakacjach ale już pełna w gotowości do pisania następnych...
Mam nadzieje że się spodobał i chcecie następny - a jeżeli nie...tudno c;
Jak po wakacjach....JUTRO SZKOŁAAA.. NIEEE!! ;C
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
ROZDZIAŁ 1
- Ale mamo mówiłam ci że ja nie potrzebuje pracy. Co ja takiego zrobiłam? - Mówiłam mamie. Od jakiegoś czasu męczy mnie abym podjęła prace gdzieś, abym nauczyła się przynajmniej odpowiedzialności i samodzielności. Dobre gadanie....
- Nie rozumiesz Lisso że to dla twojego dobra? To nauczy cie..
- Tak mamo wiem ODPOWIEDZIALNOŚCI... - Przerwałam jej.
- Nigdy nie byłaś taka przekorna córeczko.....Zawsze robiłaś to co ci podrzuciłam, pomysły, idee....
- Ale ja niechce pracować... Wole siedzieć w domu lub w ogrodzie, i pisać piosenki. - Użalałam się....- Praca nie jest dla mnie...
- Jak znajdziesz fajną prace to owszem..Dla ciebie. Rozerwiesz się, będziesz miała większy kontakt z rzeczywistością, ludźmi, czego nie osiągniesz siedząc w domu nad plikiem kartek....
- ...I kupą dobrych pomysłów.. - Podpowiedziałam.
- Dobra...Jak jesteś taka uparta to jak nie podejmiesz pracy JAKIEJKOLWIEK w ten tydzień to dostajesz kare.
- A jaką... - Zastanawiałam się jaką bo..Uziemienie w swoim pokoju chyba w moim przypadku nie wchodziło w gre.
- O to niech się twoja głowa nie boi. Mam pare na zbyciu przez ostatnie 17 lat.
- Yhmm... - Pokiwałam lekko głową i poleciałam na góre zastanawiając się DLACZEGO AKURAT MAM ZNALEŹĆ TĄ PRACE. O ile dobrze wiem to rodzice nie mają tak jak nigdy nie mieli żadnych problemów finansowych. Postanowiłam nie działać na zwłoke aby mama dla mnie znalazła świetną kare - naprzykład sprzątanie domu, czy chodzenie z nią po klientach. (Podpowiem że moja mama jest dekoratorką wnętrz) To jest strasznie nuudneeee
Usiadłam spokojnie na łóżku, wzięłam mój fantastyczny notesik w ręce i napisałam strasznie śmieszny - a moze raczej żenujący tekst.
la la la jestem teraz sama.
Do pracy musze iść
Z drzewa spada lisć
Bo kazała mi mama
Znajde sobie prace
Mimo że nie chce
Oh to jest śmieszne!
- Co za dziadostwo - mrucze pod nosem, co ostatnio zdarza mi się dość często zwarzając na to że jakoś nie przepadam za towarzystwem innej osoby.
Ok..Gdzie ja bym chciała pracować? Może jakać knajpka? Nieeee.....Za dużo stykania się z wszedzie śpieszocymi do nikod ludźmi......
Dobra.....Dzisiaj odpuszcze sobie siedzenie i bezczynne myślenie nad tym gdzie mam pracować....
Pistanowiłam położyć się juz do łóżka gdyż zobaczyłam że jest już troche po dwudziestej a nic do robienia innego niemam.
Po chwili usłyszałam dzwonek telefonu. Głupie 1D....Chodzi o to że mam ustawioną ch piosenke What Makes You Beautiful.....Podobno niedawno zaczeli swoją kariere ale ja nie lubie takich...hmm...Pedałów? A zresztą i tak nie interesuje mnie to i w życiu nie mam swojego słowa które by się liczyło więc po co się wysilam i gadam?
- Dość bezsensowego myślenia - znowu mówie do siebie.
Odbieram telefon oczywiście jak to ja nie patrząc kto dzwoni.
- Halo???
- Cześć Lissa! Dawno nie słyszałam twojego głosu! Wpadniesz może do mnie ? - Tak to była Lou.
- Hey Lou !! Nie widziałyśmy się aż od wczoraj....A jaki jest powód abym wpadła?
- A tak o Pewnie i tak się nudzisz a słyszalam od twojej mamy że masz iść do pracy więc przyjdziesz? Pogadamy.....
- No....Niewiem właśnie szłam spać...
- DZIEWCZYNO JEST DOPIERO PO 20!!!
- A zresztą...Dobra zaraz będe...
Rozłączyłyśmy sie a ja pobiegłam na dół. Wzięłam kluczyki do MOJEGO AUTA. Tak mam auto i nawet prawo jazdy.
- Gdzie idzesz? - Zapytała się mnie mama pojawiając się na korytarzu jak duch.
- Do Lou. Dzwoniła bo chce abym przyszła do niej.
- Ale jedziesz autem?
- Tak....
- MAm nadzieje że nie będziesz piła alkoholu?
- Oczywiście mamo że nieee....Ja nie pije i mówiłam ci to chyba tysiąc razy. Spokojnie..
- Wiem..Ale wiesz martwie się.
- Nie masz o co....To pa! - Wzięłam kurtke płaszcz w ręke gdyż była zima - i ciemno O.o - Oraz kluczyki i pobiegłam do mojego czarnego Land Rovera.
10 minut później już pukałam do jej drzwi. Zaskoczyło mnie to że otworzył mi jakiś chłopak. Przez chwile nawet zastanawiałam sie czy nie pomyliłam mieszkać.
- hey ty jesteś kuzynką Lou tak? - Pokiwałam głową na znak że TAK.
- Wejdź - powiedział. Jak powiedział tak zrobiłam i uświadomiłam sobie że u niej są jacyś chłopcy. Ten co mi otworzył był tylko troszeczke wyższy ode mnie i miał czarne włosy. Wgłąb zauważyłam wysokiego chłopaka z jasnym brązem własami. Niedaleko był dość podbudowany chłopak też z czarną czupryną. Czwarty zaś chłopak był może taki jak pierwszy, ale włosy nie byly postawione do góry jak u pierwszego ale były ciemnego brązu oklapnięte.
- Hey.. - przywitałam się ale bardziej z Lou i Tom'em.
- Czeeeść!! - Krzyknęli wszyscy.
- Wreszcie jesteś - powiedziała Lou podchodząc do mnie z małą Lux na rękach.
- Ale jestem - powiedziałam cicho a potem dodałam - a kim są ci chłopcy.
- To jest band jednego boysbandu, który właśnie dostałam...
- Aha... - nie pytałam o więcej. Po chwili podeszło do mnie czterech tych chłopaków.
- Hey ja jestem Josh - powiedzial ten co mi otworzył drzwi. - To jest Sandy, Jon i Dan.
Podałam każdemu ręke
- Lissa, Lissa, Lissa, Lissa - powiedziałam każdemu po kolei.
Ogldaliśmy wszyscy jakiś dzwiny film. Niemam pojęcia nawet jak sie nazywa ale udawałam przynajmniej aby nie zrobić Lou przykrości czy coś. Cisze przerwał Tom.
- Lubisz ten zespół One Direction....Wiesz ten zespół co powstał rok temu? – Wypalił nagle. Nie wiedziałam dokąd zmierzał.
- Emm...Niespecjalnie. - pomyslałam że już rok? Woow...
- Czemu? - Zapytał przejęty Josh.
- Bo jak dla mnie są pustymi gwiazdeczkami. Do tego być może gejami/pedałami choć to akurat mnie nie interesuje...
- ahha - pokiwał ze zrozumieniem Sandy choć w jego oczach było zobaczyć nute rozczarowania. Pewnie każda dziewczyna z ich otoczenia szalała za nimi i z każdym marzyła aby wząć ślub....
Już nic więcej sie nie zapytali a ja po 23 pojechałam do domu. Jutro zajme się spawą pracy.
-------------------------------------------------
TAM TARAM TAM TAM! I OTO 1 ROZDZIAŁ <3 Mam naprawde że sie spodobał Chodź myśle że jakoś nie wypali ;c Ale trudno jakośtam będzie a jak nie to się zrobi z tych moich skromnych pomysłów pare jakiś rozdziałów i tyle <3 Kocham was i dobranoc!!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
http://lolik5566.pinger.pl/a/2013/8/13/
HEY HEY HEY! TO JEST BLOG Z OPOWIADANIEM O 1D MOJEJ KOLEŻANKI <3 ZAPRASZAM SERDECZNIE I MAM NADZIEJE ŻE POMOŻECIE JEJ W ZNALEZIENIU CZYTELNIKÓW?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
HEEYO KOCHANI! POSTANOWIŁAM JUŻ ZACZĄĆ DODAWAĆ ROZDZIAŁY ALE TO ZALEŻYCZY SPODOBA WAM SIĘ PROLOG. TYLKO SZCZERZE BO MAM JUŻ INNE POMYSŁY JAKBY CO <3
----------------------------------

PROLOG.
Jestem...To znaczy zaczne może inaczej. Mam na imie Lissa. Dokładnie to Wasylissa ale wole zdrobnienia bo po co trudzić się wymową? Nazywam się Hathaway. Też może troszeczke przy długie ale tego nie da się przecież skrócić. Moje życie jest bardzo spokojne bez jakiś niepotrzebnych ,,trudnych chwil'' Ja nie jestem a może nie byłam gdyż mam już swoje 17 lat - trudnym dzieckiem. Nie ćpałam, nie palilam, nie piłam alkoholu i nie buntowałam się. Rodzice nie mieli zbytnio kłopotów przeze mnie. No może kiedyś kiedy nie nauczyłam się na chemie i dostałam dwójke z kartkówki pani ich wezwała bo normalnie to miałam najlepsze oceny w klasie jak nie w szkole. Nie lubie się chwalić i wcale nie chwale się mówiąc te słowa.
Hobby? Cóż...Kiedyś można powiedzieć że lubiłam sport lecz z czasem się to zmieniło. Wręcz go nie cierpie i męcze się przy przebieganiu domu dookoła. A mój dom nie jest aż tak wielki. Czasem lubie pisać piosenki. To jest to co mnie relaksuje. Czuje się wtedy taka wolna i odprężona. Pogrywuje czasem na sprzętach muzycznych które rodzice mi pokupywali jak dowiedzieli się że pisze piosenki. Teraz komponuje także muzyke co wychodzi mi słabo. Ale zawsze. Gdy napisałam bardzo ruchliwą piosenke która potrzebowała gry na perkusji, sąsiedzi potem dzwonili do nas do domu ze skargą i że następnym razem zadzwonią na policje.
Wydaje się spokojną osobą. Nie interesuje mnie wszczynanie bójek czy kłótni. Wole iść jak już na kompromis a jak trzeba przyznaje innemu racje nawet jak jej niema. Cóż za ironia losu.
Niewiem czy taki mam wiek i zostanie mi tak do końca ale mam takie coś w sobie że strasznie się wstydze i pesze. Wole zostać sama w sobotni wieczór niż chodzić na imprezy co jest nie do pomyślenia dla mojej jak zawsze na fali kuzynce. Tak Lou ma swoje dwadzieścia pare lat <chociaż nie wygląda> ma dziecko i wymarzoną prace a nadal czuje się na szesnastolatke, i założe się że jakby nie było Lux <mojej chrześnicy - To znaczy będę jej ciocią chrzestną bo niedawno się urodziła> To nadal by imprezowała jak szalona wraz z Tom'em- jej mężem. Nieraz chciała mnie wyrwać na jakąś deskoteke czy impreze u jakiegoś Josh'a ale ja jakoś nie miałam ochoty na takie zabawy.
Kiedyś nawet specjalnie u siebie zrobiła impreze abym się na chwile wyrwała co skończyło się na tym że siedziałam cały czas pry barku popijając wode a gdy się skończyła oglądałyśmy same <bo nawet Tom się zmył> jakąś komedie romantyczną przy popcorie i coli.

Powiedzmy że mój wygląd nie jest powalający. Niemam wydatnych ust jak Angelina Jolie ani super sylwetki Seleny Gomez. Nie jestem wysoka jak Taylor Swift ani moje piersi nie przypominają tych co ma Demi Lovato. Moje włosy nie mogą równać się z włosami...W sumie to niewiem czyimi ale są do bani. Mam błękitne oczy ale włosy nie pasują do nich tak jak do blond piękności - wręcz przeciwnie są brązowe...No ok ciemny blond z grzywką zaczesaną jak zawsze w prawą strone, i sięgające do na oko połowy pleców. Do tego mojego wyglądu ,,szarej myszki'' dochodzi to że za jakiś miesiąc będe nosiła aparat ortodontyczny bo moje zęby nie podobają mi się całkowicie. 169 wzrostu też bym zmieniła ale już nie będe taka. W każdym bądź razie w moim wyglądzie najbardziej podoba mi się NOS. Tak wiem to dość dziwne, bo koleżanki z klasy zawsze gdają ,,o mój boże jaki mój nos jest krzywy/duży/mały'' Ja takich kompleksów zaś nie posiadam i przyjmuje to z wdzięcznością. Nie przejmuje się aż tak wygądem gdyż pewnie i tak w przyszłości zostane zakonnicą. Przyjmuje to za pewniak. Mimo że nie chodzę co niedziele do kościoła ale nich to zostanie między nami.....
Mam powiedzmy sobie szczerze pewien respekt do ludzi. Niewiem dlaczego może poprostu taki mam sobie charakter? Mama tłumaczy to tym że jak byłam mała byłam strasznie strachliwa i co rusz ktoś mnie jeszcze do tego straszył. I tak powstala moja strachliwość wobec ludzi.
Miezkam całkiem niedaleko Lou na obrzeżach Londynu. Czasem mysle że te szare miasto sprawiło że mam taki charakter - NIEUFNOŚĆ. Jedynymi osobami którym ufam są moja mama, mój tata i moja kuzynka Lou. Ewentualnie moja papuga Lily choć czasem myśle że mnie nie lubi.
Gdy nudze się w wakacje teraz wolna od szkoły w wakacje lubie wyjśc na mój przypokojowy taras na pierwszym piętrze, długopis, notes i pisać. Do wykończenia pomysłów - a raczej tchnienia - pisze tekst. Potem jeszcze raz go śledze. Czasem jak mi pasuje pisze jeszcze melodie na pięciolini aby zagrać ją na gitarze. Gdy uznam że jest dość dobra - daje ją do pamiętnika. Gdy uznam jednak że jest słaba najzwyklej w świecie daje ją do niszczarki.
Cóż....Jednego jestem pewna. NIKT W TE WAKACJE,KTÓRE BĘDĄ NIE RUSZY MNIE Z TEGO MIEJSCA NAWET SIŁĄ XD

BOHATEROWIE

LISSA HATHAWAY


LAUREN & ROBERT HATHAWAY


LOU I TOM



LUX



I ONE DIRECTION I POWTÓRZE TO CO WSZYSCY: ICH CHYBA NIE TRZA PRZEDSTAWIAĆ XD W KAŻDYM BĄDŹ RAZIE: OD PARAWEJ <3
HARRY STYLES, NIALL HORAN, LIAM PAYNE, ZAYN MALIK, LOUIS TOMLINSON *.*



RESZTE BOHATERÓW BĘDE DODAWAŁA Z CZASEM MAM NADZIEJE ZE SIĘ SPODOBA
  • awatar Same mistakes...again: Świetnie! Ciekawie się zapowiada :3 I wiedz, że czekam na pierwszy rozdział! sdngkrdbd! <333
  • awatar Larra Stylinson ♥.♥: GENIALNY no po prostu PER-FECT *<* !Już nie mogę się doczekać 1 rozdziału :*
  • awatar black.ivy❤: Super! Opowiadanie zapowiada się bardzo dobrze. Prolog przyjemny. Czekam na rozdział :) x
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
A TUTAJ BOHATEROWIE EPILOGU <3
DARCY
MICHAEL
DEREK
CAROLINE
DAVID
NICOLE
LUX
 

 
DEDYKUJE GO WSZYSTKIM MOIM CZYTELNICZKOM A MIANOWICIE:
looolenka98.pinger.pl
vegasgirl1.pinger.pl
marika177.pinger.pl
heartbirdy.pinger.pl
iloveharrystyles.piger.pl
zakochanaww.pinger.pl
agatamalik1d.pinger.pl
A PRZEDE WSZYSTKIM MOJEJ KOCHANEJ stworkowaa17.pinger.pl BEZ KTÓREJ ZAPEWNE WSTRZYMAŁABYM PISANIE TEGO OPOWIADANIA <3 DZIĘKUJE WAM!





DŁUGO OCZEKIWANNY ------>
EPILOG.
- Zostaw mnie w spokoju! - Krzyczałam.
- A co maleńka? Myślałaś że jak będzie? Sama chciałaś się ze mną związać - mówił zachrypłym głosem mój chłopak..No sorry mój były już chłopak. - To już nie moja wina że jesteś taka łatwowierna. Związałem sie z tobą bo miałaś sławnych starych.
- Jesteś zwykłym gnojem!
- Coś ty powiedziała? - Powiedział i wyrzucił papierosa z ust na ziemie.
- że jesteś frajerem bez serca! Żaluje każdej chwili którą z tobą spędziłam. - powiedziałam już przez zęby.
Już miał zamachnąc aby mnie iderzyć kiesy usłyszałam dobrze znany mi już głos.
- Zostaw ją....
- A ty niby kim jesteś? A no tak jak ciebie można pomylić? Slawny Michael Horan we własnej osobie!
- Lepiej nie radze abyś mnie teraz derwował.
- Mich! Co ty tutaj robisz?
- Właśnie...Przerwałeś mi! - Wykrzyknął Ben.
Michael podszedł do niego i wywinął mu z pięści.
- Chodź mała....
- Dzięki Mich.
- Dla ciebie wszystko. A teraz chodź bo czekają na nas w barze.
- Jak mnie znalazłeś?
- Mówiłaś że musisz coś załatwić. I tak sie składa że przechodziłem obok jego domu i zobaczyłem twój samochód.
- Śledziłeś mnie!
- Wcale nie!
- Dobra nieważne...Chodźmy już...Coś czuje że dzisiaj nieźle zabaluje. - zaśmiałam sie .
W barze zauważyłam juś siedzących przy stole Derek'a, Nicole, Caro oraz Lux wraz z David'em (synem Paul'a) Okazało się że wszystko jest takie powiązane!
No bo Lux jest chrześnicą mojego taty a ona chodzi z David'em który jest synem Paul'a i Cloe menagerów One Direction i J&C. Nicole chodzi z Derek'iem. Derek jest synem cioci El i wujka Louis'a a Nicole córką cioci Dan i wujka Liam'a. A Michael mój najlepszy przyjaciel jest synem najlepszej przyjaciółki mojej mamy cioci Joe i wujka Niall'a. Caroline za to, która lubi samotnośc i jak to mówi czeka na cud aby mieć chłopaka jest córką wujka Zayn'a i cioci Perrie która była w zespole Little Mix. Ogółem jesteśmy wszyscy sławną rodziną. Moja i Mich'a mama były w zespole J&C. Mój, Michael'a, Nicole, Derek'a i Caro tatowie byli w sławnym boysbadzie One Direction a mama Caroline była w zespole Little Mix.
Masakra.
NA końcu imprezy postanowiłam wrócić do domu. Wszyscy jak zwykle wracalismy razem ale ja z Mich'em trzymaliśmy sie razem z tyłu. Woleliśmy razem gadać i wogóle niż mieszać się w ich sprawy. Podobno od zawsze tak było. Rodzice mi opowiadali że jak byliśmy mali chodziliśmy razem do klasy, a jak mieliśmy po 12 lat chcieli nas swatać ale im nie wyszło. Ale teraz mamy po 19 lat więc cóż. Troche minęło.
- i jak było? - Zawołał tata z salonu.
- Normalnie. Nic niezwykłego. - Po krótkiej chwili dołączyłam do niego do oglądania razem z nim jakiegoś filmu.
- Jak tam Michael? - Zapytała mama dołączająca do nas.
- Dobrze a jak ma być? - Zdziwiłam się.
- No wiesz....On niema dziewczyny....- ZAczął tata.
- Wy chcecie mnie z nim swatać! - Wydarłam się
- Cicho..On mieszka tuż obok - uciszała mnie mama
- Ale...To mój przyjaciel..
-Jak chcesz..My tylko tak mówimy - powiedział tata po czym zrobił mi kuksańc w bok i się zaśmiał
śmiałam się z nich jeszcze przez następny ranek.
- Dzisiaj idziemy na spotkanie z naszą jakby rodziną - powiedział tata.
- Do kogo tym razem? - Zapytałam.
- Spotkanie tym razem u cioci Joe i wujka Niall'a - powiedziała mama.
Od paru albo parunastu lat przynajmniej raz w miesiącu wszyscy sie u kogoś zbieramy i albo plotkujemy albo wspominamy dawne czasy. Od jakiegoś czasu zaczyna mi się to nudzić jako że za każdym razem rozmawiamy o tym samym.
Tym razem młodzież poszła do pokoju Mich'a.
- Darcy? Możemy chwile pogadać? - Zapytała Nicole.
- No spoko - powiedziałam i razem wyszliśmy do toalety.
- Dowiedziałam sie bardzo ważnej sprawy. - uznała.
- Mów o co ci chodzi no!
- Michael się w tobie podkochuje
- Co?
- No...On gadał z Derek'iem a Derek powiedział mi a ja postanowiłam powiedzieć tobie jako że jesteś moją przyjaciółką - Nicole od zawsze była tak bardzo gadatliwa.
- Fajnie wiedzieć...Ale to napewno o mnie?
- Na milion procent!
Zaczęłam łączyć fakty.
Zawsze jest dla mnie taki miły i sympatyczny, zawsze mnie odprowadza pod sam dom mimo że mieszka obok mnie, wczoraj tak bardzo mnie obronił przed moim byłym chłopakiem Ben'em.
Musze przyznać że Mich jest chyba najładniejszym kolesiem w Londynie ale jest moim przyjacielem!
- I co ja mam niby teraz zrobić - Użalałam się Nicole
- A ty? Ty co czujesz do niego Darcy?
- Sama niewiem...
- To sie dowiedz....Pogadaj z nim..
- Chyba by mnie pogieło!
- No weź! Wy tak do sebie pasujecie!
- A czy ty jesteś z Derek'iem tylko dlatego że do siebie pasujecie?
- No nie...
- No właśnie... - Powiedziałam i wyszłam z łazienki.
Spotkanie się skończyło a ja postanowilam jednak z nim pogadać. Specjalnie wyciągłam go nazajutrz na spacer.
- o co chodzi Darcy? - Pytał.
- Bo..bo wczoraj dowiedziałam się czegoś....
- Czego? - Pytał troszeczke zdenewowany
- Podobno..podobno mnie lubisz.
- Hah! Teraz to dowaliłaś! JEsteś moja najlepszą przyjaciółką...To jasne że cię lubie!
- Ale tak inaczek...Dobra nie będe owijała w bawełne...ktoś powiedział mi że się we mnie zakochałeś....
Zapadła niezręczna cisza...
W pewnym momencie Mich stanął i obrócił się w moją stronę patrząc mi się w oczy.
- Jak nikogo innego -uznał.
- Co?
- To co słyszysz.
- Ale...
Niedokończyliśmy bo zaczepił nas znowu Ben.
- Co Darcy, Teraz już masz innego?
- Co ci do tego?
- Jutro będzie jeszcze inny?
- Nie zapominaj że mnie wykorzystałeś i olałeś. Jeszcze chciałeś mnie uderzyć...
- Co on zrobił? - Nie dowierzał Mich.
- To co słyszałeś koleś...Spałem z nią...Mówie ci.. była dobra,,,
- Przecież ja gnoja zabije...
NAszczęście przytrzymałam Michael'a bo by chyba zabił go jednym uderzeniem.
- Darcy pozwól mi się do niego przejść - mówil przez zaciśnięte zęby.
- Nie...Prosze nie....
Teraz gdy się tak na niego patrzałam. Jak był gotów mnie bronić. ....Ja...ja chyba może naprawde go kocham?
Po paru sekundach Mich obrócił się i pociągnął mie za sobą idąc pośpiesznie w przecwną strone niż stał Ben.
Zatrzymaliśmy się na ławce w parku.
- Błagam Darcy...Powiedz mi że z nim nie spałaś...
Spóściłam tylko głowe.....
- Ten gnój..Ughh...Przecież ja go zabije!
- Mich....Spokojnie...Ja...Ja ci musze coś powiedzieć.
- Tak...
- Ja dopiero dzisiaj a właściwie teraz zrozumiałam...że...że ja cię kocham Mich.
- Co?
- Kocham cię.
- No...Nawet nie wiesz jak długo na to czekałem - powiedzial to po czym powoli przybliżył się do mnie i delikatnie mnie pocałował....
Niby tylko glupi pocałunek a znaczył tak wiele. Minęło może pół minuty a on oderwwał się ode mnie i pobiegł za Ben'em.
- Mich!! - Darłam się na darmo.
Nie zdąrzyłam. Michael leżał na ziemi i zwijał się z bólu a Ben uciekł. Okazało się że ten palan miał jakiś nóż.
- Kurwa Mich mówiłam ci abyś go zostawił!!!! To przeszłość której niestety się nieda wymazać!!!
- Musiałem.
Szybko zadzwoniłam po pogotowie. Pojechałam razem z nim, a godzine później już wszystko było wporządku ale stracił bardzo dużo krwi.
Po pół godzinie przyjechali moi i Mich'a rodzice.
- Darcy wytłumaczysz nam co sie stało? - Pytała ciocia Joe.
- Bo taki jeden Ben go zdenerwował...
- O nie.....Przecież Michael się bardzo szybko denerwuje.... - Powiedział wujek Niall
- Ale o co poszło.. - Pytała mama
- bo...Ja wam tego nidy nie mówiłam ale chodziłam...właśnie z tym Ben'em...
- Czemu nam nic nie mówiłaś? - znederwował sie tata
- Bo byście sie na mnie darli...Bo to nie jest dobry charakter. Ale nieważne...W każdym razie on coś powiedział Michael'owi a ten za nim pobiegł...I Ben miał jakiś nóż.....
- Kurwa... - Powiedział wujek
- Niall nie przeklinaj - powiedziała ciocia całujac go w czoło - spokojnie....
- Właśnie Niall...wyluzuj...Już z nim jest wszystko dobrze...
- Wiem wiem...Ale jakbyś się czuł Harry jakby Darcy ktoś coś zrobił..
- Darcy to dziewczyna...To inna sprawa....ja bym chyba go zabił...
- Możecie sie tak nie kłócić...Głowa mnie już boli. - Odezwał się Mich, który już się obudził.
- Obudziłeś sie nareszcie! - Wykrzykłam.
- Nooo - powiedział po czym złapał mnie za ręke i uśmiechnął się słodko co odrazu odwzajemniłam.
- To wy..? - Popatrzał się na nas tata znacząco.
- Tak - powiedzialam przytulając się do taty.
- Uuuuuu.... - Śmiały się nasze mamy.
Coś czuje że będziemy się śmiać z tego jeszcze przez bardzo dlugi czas....xD
---------------------------------------------------------
NA POCZĄTKU CHCIAŁAM WAS OGROOMNIE PRZEPROSIĆ ZA DŁUGĄ NIEOBECNOŚĆ! <3
I koniec! Kurde ja sama płacze...Koniec opowiadanie i niewiem. Nie umiem pogodzić się z myślą że koniec,
Nad następnym opowiadaniem pomyśle na wakacjach a jak narazie się żegnam. Może wpadne jak na nich będe i póki co i tak będe czytała z zapartym tchem wasze blogi, komentowała itp. kocham was!
  • awatar A'nasa ♥: czytelniczko <3 Rozdzial boski
  • awatar black.ivy❤: Wszystko ma swój początek i koniec, racja? Tak to moje słowa i nie lubię ich używać, bo napisałam je w notce, kiedy zawieszałam bloga. Ale jak widać, na wasze nieszczęście, wciąż tutaj jestem. Szczerze? To nie spodziewałam się takiego epilogu. Nie pomyślałam, że mogłabyś zrobić coś takiego jak "kilka lat później" i pokazać życie dzieciaków chłopaków ( dziwnie zabrzmiało) W sumie... całkiem fajny pomysł na kolejne opowiadanie (nic nie mówię rzecz jasna). Szkoda, że już kończysz, bo przyjemnie czytało mi się Twoje rozdziały. Mam nadzieję, że prędko zaczniesz nowe i już niedługo będziemy je podziwiać. Czekam i życzę weny xx P.S Muszę przestać używać nawiasów, aby dodać coś do swoich wypowiedzi ^^
  • awatar Another Life....: @Nie trać nadziei... ♥: hah <3 No właśnie jaaa też xD Ale jakoś wyszło ;P Mam nadzieje że chociaż troche kumasz :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
http://missopenhair.eu/sonda_2013.php
Heyy!! To jest sonda na jakoś miss. Moja koleżanka bardzo potrzebuje głosów! Jakbyście mogły zagłosowac na PAULINE PIOTROWSKĄ.Prosze!!
Dziękuję..
p.s EPILOG DODAM JAK BĘDE W DOMU BO JEST JUŻ GOTOWY - ALE NA MOIM LAPTOPIE ;/ JA TERAZ JESTEM NA WSI...KOCHAM WAS!!!
 

 
ROZDZIAŁ 75
*5 LATA PÓŹNIEJ*
Drogi pamiętniku!
Od tamtej pory w naszym życiu zmieniło się bardzo dużo. Niewiem od czego zacząć!
Po roku spędzonym razem z Niall'em oświadczył mi się. Już jesteśmy mężem i żoną. Tak ja też w to nie wierze. Wszystko dzieje się tak szybko że można by pomyśleć że to właśnie sen.
Tak się składa że przed tym jak wyszłam za mąż za Niall'a Louis oświadczył się Eleanor.
Kurde niewiem jak to wszystko opisać. Jakby był to taki podwójny ślub. Po tym jak z Niall'em wyznaliśmy sobie miłość Harry postanowił wyznać ją Cori po czym Cori nie wiedziała co ma zrobić ale jakoś się udało. I wzięli ślub wtedy kiedy my.
Po tym jak my wzieliśmy slub, pół roku później wzieli go Liam i Danielle.
Potem musieli wziąć go Zayn i Perrie bo ona zaszła w ciąże. Wiem bardzo to poplątane ale mam nadzieje że zrozumiesz.
Po tym jak Urodziła Pezz okazało sie że Eleanor i Danielle są w ciąży.
To bardzo śmieszne że w jednym czasie ale takie rzeczy sie zdarzają.
Wykupiliśmy wszyscy małe osiedle. Można powiedzieć że były to domki - pięcioraki. Jeden koło drugiego. Bardzo blisko mieliśmy do siebie.
Po tym jak urodzila El i Dan okazało się że ja i Cori tez jesteśmy w ciąży - jakbyś umiał pewnie byś się teraz śmiał.
A więc po równych 5 latach zrezygnowaliśmy z tras i tak w sumie muzyki itd i zajeliśmy się swoim życiem.
Niall był wspaniałym mężem i ojcem.
A więc tak.
Perrie + Zayn = Caroline Malik - Piękna dziewczynka. Miała bladą cere po mamie ale czarne włosy jak tata. Najstarsza ze wszystkich.
Danielle + Liam = Nicole Payne - Dziewczynka o kręconych włosach po Dan oraz oczach i nosie po Liam'ie.
Eleanor + Louis = Drake Tomlinson - Bardzo niegrzeczny chłopiec. Włosy po mamie ale oczy po tacie. Zawsze bardzo rozrabiał. Równolatek z Nicole
Cornelia + Harry = Darcy Styles. Piękna zielonooka dziewczynka. Kręcone włosy po tacie ale twarz obsypana piegami jak mama. Bardzo spokojna w przeciwieństwie do rodziców.
Ja + Niall = Michael Horan. Piękny blondynek po mnie ale oczy oraz usta po tacie. Równierz bardzo spokojny aż niewyobrażalnie. Najmłodszy razem z Darcy.
Michael bardzo szybko dorastał. Nawet się nie obejrzałam a poszedł do szkoły....Do klasy chodził razem z Darcy. Wtedy Caroline chodziła do 3 podstawówki a Derek i Nicole do 2. Przynajmniej do jednej szkoły.
Życie jakoś sie toczyło. My się starzeliśmy, a nasze dzieci rosły bardzo szybko. Niewiedziałam kiedy będe słyszała od mojego syna takie teksty.
- Mamo! - Wołał.
- Tak?
- Ide pograć z Derek'iem w piłke. Idziemy jeszcze po Sam'a oraz Gabe'a.
- Dobrze ale wróć zanim się ściemni ok?
- Ale mamo...
- Nie gadaj mi tu... Zrobisz tak jak ci mówie czy będziesz się kłócił?
- Zrób jak mama karze. żeby się nie martwiła ok? -Nieraz pomagał mi mój mąż
- Dobrze - powiedział przegrany. Ale ja nigdy nie umiałam być taka zła i potem go wracałam.
- Michael! Czekaj. Mam pomysł. Jak będe się martwiła zadzwonie ok?
- Dzięki mamo. - mówił.
Oy te nasze piętnastolatki.
------------------------------------------
Bardzo którki bo ostatni! Teraz pisze jeszcze prolog....;c chyba będe płakać....
Boże..O.o Ale on krótkii..
  • awatar ♥Everything About You♥: PRZECZYTAŁAM JUŻ WCZEŚNIEJ, ALE DOPIERO TERAZ KOMENTUJĘ, PRZEPRASZAM. FAKT, BARDZO KRÓTKI, ALE FAJNIUSI. I MAM NADZIEJĘ, ŻE POTEM BĘDZIESZ PISAŁA KOLEJNE OPOWIADANIE <333
  • awatar black.ivy❤: Szkoda, że już koniec. Mimo, że zaczęłam czytać strasznie późno, to i tak bardzo polubiłam Twoje opowiadanie. Czekam na kolejne oczywiście :)
  • awatar Gość: *EPILOG nie PROLOG xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
ROZDZIAŁ 74
Szybko wyszłam z samochodu aby się upewnić czy to naprawde on.
- Caleb?
- Joe?
- Co ty tu wogóle robisz? - Zapytałam zaskoczona.
- Gdy wracałem się od was pare miesięcy temu spotkałem Jessice. - powiedział po czym spojrzał się a swoją dziewczynę z czułością.
- To fajnie..Ale dlaczego sie wogóle z nami nie kontaktowałeś.?
- Nie chciałem wam przeszkadzać....
- Cal bardzo się źle czuł po tym jak skłócił ciebie i Niall'a.
Odezwała się rudowłosa mała JEssica.
- Aha... To ty wszystko wiesz?
- Powiedziałem jej wszystko. - uznał Caleb.
- Wpadnijcie do nas jutro wieczorem...Będzie miło.- Powiedział niespodziewanie jak się okazało stojący za mną Niall
- Jasne...To narazie - powiedział Cal i pociągął JEss za sobą.
- Cóż...życze im jak najwięcej szczęcia - powiedziałam i poszłam do samochodu a za mną Horan.
*wieczorem*
Ubrałam się najładniej jak mogłam czyli w to:http://www.faslook.pl/collection/na-randke-142/ zrobiłam lekki makijaż, a na koncu zrobiłam sobie koka.
Niall miał czekać już na miejscu więc wzięłam kluczyki, i pojechałam swoim starym ale jarym czarnym Land Rover'em.
Weszłam do restauracji, którą podał mi Niall. Musze przyznać że dość wykwintnej.
Szukałam wzrokiem po sali Niall'a ale nigdzie nie mogłam go dojrzeć.
Postanowiłam podejść do pewnej kelnerki bo zapewne będze wiedziała kto to jest Niall Horan z One Direction nie?
- Przepraszam... - Zaczepiłam jedną z kelnerek - Wie może pani..? - Nie pozwoliła mi dokoczyć zadania.
- A pani Greene. Prosze za mną. - Powedziała po czym wskazała abym szła za nią.
Wprowadziła mnie do osobnej sali wypełnionej świecami i czerowymi różami. Przy stoliku siedział Niall i czekał na mnie. Jeszcze mnie nie zobaczyła ja po cichu powiedziałam do kelnerki ,,Dziękuję'' po czym wyszła i zostawiła nas samych.
Jako że Niall mnie jeszcze nie widział podeszłam do niego od tyłu i zasłoniłam mu oczy.
- Joe? - Zapytał po czym odwrócił sie a ja nadal nie odrywałam dłoni z jego oczu. Potem pocałował mnie na powitanie.
- Skąd wiedziałeś że to ja?
- Stąd że twoje dłonie pachną prawie zawsze miodem...Albo wiśniami. W każdym razie mają taki inny zapach. Wyróżniający.
- Fajnie wiedzieć...A powiesz mi co to jest? - Zapytałam kiedy Niall odsunął mi krzesło jak prawdziwy gentelmen.
- Dzisiaj nasza rocznica spotkania... - uznał.
- Jak to? Ale tego na gali?
- Nie...Tego w tesco...
- Jak możesz to pamiętać? - Zdziwiłam się bo ja nie pamiętam co jadłam wczoraj na kolacje. O.o
- W ten dzień miełem również najgłośniejszy koncert w Londynie. Jakoś tak bo potem cały dzień o tobie myślałem...
- Jasne...Miło że pamiętałes..
- trzy lata....
- Z przerwami...
Roześmialiśmy się. Kelner przyniósł jakieś dania, deser, wino...Mmmm dużo tego było. Razem z Niall'em śmialiśmy się, rozmawialiśmy. Było wspaniale.!
W pewnym momencie Niall wstał i powoli wyciągał coś z kieszeni..
- O nie.... - powiedziałam z świeczkami w oczach kiedy mój ukochany klęknął przedemną z pięknym granatowym pudełeczkiem otworzonym a w środku zamieszczony był piękny pierścionek........................
- Joe...Joe! Ty śpisz? - Darł się jakiś głos... - Joe!! Zasnęłaś!
- Co co?? !! - Szybko się wybudziłam oglądając się na boki. Byłam oparta o jakieś drzewo..Nie rozumiałam o co chodzi.
- Czekaliśmy na ciebie! A ty nie przychodzisz już od jakiś trzech godzin więc zaczęliśmy cię szukać....! - Darła się moja przyjaciółka.
- Ale o co chodzi?
- Postradałaś zmysły tak nas straszyć?! Szukamy cię bardzo długo!
- ALE O CO CHODZI?! - Zdenerwowałam się.
- Weź się lepiej obudź...A tak właściwie co postanowiłaś?
- Ale co?...Niewiem o co chodzi...!
- No czy zgadzasz się aby chodzić na niby z Nathan'em.
I nagle mnie olśniło. Jak dowiedziałam sie że mam na niby chodzić z Nathan'em poszłam za drzewo i zasnęłam. Boże ale miałam taki realistyczny sen! Jakos nie wyobrażam sobie że był o sen. Przecież byłam z Niall'em... Już wiem dlaczego to był Niall...Nadal skrycie się w nim kocham.
Boże...To że byłam w ciąży, te wszystkie zdarzenia to tylko sen! !!
Wstałam z ziemi wzięłam kamień w ręce i rzuciłam nim z impentem o wode....
- Joe....Co ci jest? Jesteś jakaś dziwna...
Opowiedziałam wszystko mojej przyjaciółce. NAwet mój cały sen . Wszystko to zajęło mi jakieś półgodziny.
- No to nieźle....- Powiedziała..
- A jak tam z Harry'm? - Zapytałam
- Nic... co ma być...To prawdziwe życie a nie sen - uznała Cori.
- Wracajmy i powiedz czy będziesz z Nathan'em czy nie.
- Nie....Zrobie coś innego.
Poszłam do domu Paul'a i Cloe. JAk zobaczylam Niall'a serce mi pekało. I pomyśleć że to wszystko co z nim przeszłam to tylko głupi sen...;c
- Joe! Martwiliśmy się o ciebie! - Zawołał Paul.
- Zasnęła pod drzewem - powiedziała Cori po czym wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Popatrzałam się na moje ręce. Niema ran...A więc to napewno był tylko sen.!! ;d
Ale żałuje tych wszystkich dobrych rzeczy z tego snu. Naprzykład Greyson'a który jest fikcją. Tak jak Chris'a - przyjaciela Cori równierz fikcyjnego, Oraz doktora Davinsona. Bedzie mi brak jego gadek mimo że były tylko moją wyobraźnią.
- I co zastanowiłaś się i wszystko przemyślałaś? - Zapytał Tom z Modest.
- Nie...
- Dlaczego? - Zdziwił się.
- No nie zgadzam się... - uznałam
- Dlaczego? - Powtórzył
- Bo ja już kogoś kocham... - popatrzałam się przy tym mega zdenerwowana na Niall'a.
- Aha...Rozumiemy..Wiesz co...Weźmiemy do tego Taylor Swift...Ona napewno się zgodzi - powiedział Tom jakiś taki odmieniony i razem z The Wanted wyszli. My też potem wyszliśmy a ja skierowałam się w odwrotną stronę....
- Gdzie idziesz? - Zapytał Zayn.
- Niewiem. Ochlać się.
- Moge iść z tobą? - Zapytał się mnie przyjaciel
- Nie...Idę sama. Przepraszam ale musze być sama.
- Rozumiem. Zadzwoń jakby co.
Miałam sie zapytać jak tam z Pezz i że jutro z nią porozmawiam ale zapomniałam że to też moja wyobraźnia.
Szłam do baru ale w połowie drogi poczułam że ktoś za mną idzie. odwróciłam się i moim oczom ukazał się niebieskooki blondyn.
- Co ty tak się za mną skradasz Niall?
- Nie chciałem abyś mnie też przegoniła a chciałem iść z tobą...
- po co?
- Bo musimy porozmawiać.
Wzięłam głęboki wdech i uznałam
- Dobrze....
Gdy byliśmy na miejscu usiedliśmy przy jednym ze stolików.
- Co ci jest? - Zapytał. W sumie. Po co kryć tego że miałam taki a nie inny sen z nim w roli głównej?
- I tak nie uwierzysz.
- Dlaczego?
- Bo to jest bezsensu.
- Wszystko ma jakiś sens.
- Ok.. - Opowiedziałam mu całą to historie z snem. Siedział tylko i się przysłuchiwał.
- Wow...Czemu akurat ja? - Zapytał niespodziewanie.
- A pamiętasz co powiedziałam Tom'owi? - powiedziałam, wzięłam kurtke i wyszłam z baru.
- Joe! - Zawołał za mną Niall. Odwróciłam się i zobaczyłam podążającego w moją strone Horana. Wszystko działo się tak szybko!
Po chwili byłam już w jego ramionach. Twarz jak to miał w zwyczaju ukrył w mojej szyji. Jeszcze chwile później patrzeliśmy sobie głęboko w oczy.
- Niall...
- Ja ciebie tez kocham. - powiedział po czym czule mnie pacałował. Ten pocałunek nie mógł się równać z tymi wszystkimi w moim śnie...On był prawdziwy.....
- Czemu mi tego wcześniej nie powiedziałeś? - Zapytałam
- Chya moge się ciebie spytać o to samo... - Zaśmiał się po czym znowu wpił się w moje usta....
---------------------------------------------------------------------------------
To opowiadanie już dobiega końca. Niestety. Ja też będe za nim baardzo tęskniła ale jeszcze jakieś 1, 2 ozdziały + prolog i tyle...zobaczy się. Ale ogółem nie wiedziałam że tak wymyśle. Jakoś samo przyszło. Jak wam się nie podoba to napiszcie to to zmienie.
  • awatar black.ivy❤: :O :O :O :O :O Ale jak to sen? Ale jak to, że SEN?! Wszystko?! Jesteś niemożliwa! Nazwij mnie wariatką, ale ja tu się już cieszyłam z małego Horanka, a tu sen. Szkoda, że już kończysz. Przyjemnie się czytało Twoje opowiadanie. Mam nadzieję, że zaczniesz pisać następne. Pozdrawiam i życzę weny :)
  • awatar A'nasa ♥: ;o
  • awatar ' SkyFall. ' ♥: Fajne ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
ROZDZIAŁ 73.
Rano wstałam. Jak to mam zwyczaj robić codziennie xD Ogółem obudziłam się o 10:30, zaspana poszłam na dół coś zjeść. Oczywiście jako że byłam ostatnia mleka dla mnie zabrakło.
- Czy ktoś w tym domu może skoczyć sie do sklepu po mleko? - Troche zła weszłam do jadalni gdzie wszyscy oczywiście oprócz mnie zajadali się płatkami z mlekiem.
- ja zaraz jade po Danielle więc ci wezme ale wrócimy dopiero wieczorem więc nie wiem....
- Ughh..żadnych chetnych oprócz Liama? - Zapytałam troche z sarkazmem.
- Nie możesz wziąć swojej miotły i polecieć do sklepu? - Zapytał Louis
- Hę? - Chyba nie zrozumiałam jego żartu.
- No masz taka fryzure że czarownice pewnie zazdroszczą takiego wyczucia stylu.
- Tomlinson obiecuje ci że jak umrzesz zrobie ci takie paranolmal activity że się posrasz kurwa!
- Już się boje Greene...Nie boje się duchów...
Przybliżyłam się do niego na odległość 5 centymetrów i powiedziałam.
- Ale mnie sie będziesz bał....- Po tym dźgnęłam go w brzuch.
- Co to to nie kochana! - Krzyknął Harry - Tylko ja i ewentualnie Eleanor możemy dźgać Louis'a!
- No to w takim razie id dzisiaj ja też...
HArry do mnie podbiegł i też zaczął mnie gilgotać...
- Styles pzrestań bo zaraz cie zabije!!!
- Joe...nie bądź taka sztywna jak widły w gnoju....
Jednym ruchem sprawiłam że obolały leżał na podłodze.
- A to co niby było?
- Nauczył mnie tego pewien pan który uczył mnie judo....Bardzo przydatny ruch lecz czsem bardzo boli.
- Joe! Mogłabyś nie pokładać mojego chłopaka na ziemie? I sprawiać mu ból? - Śmiała się Cori.
- hmm..nie..
- Wiesz Niall siedzi obok mnie...
- No i?
- Auć - powiedział Niall...
- Spoojnie kotku tylko ja umiem ten chwyt. A ty już nie loczku wstawaj. - Podałam Harry'emu ręke aby się podniósł.
Poszłam na góre i ubrałam się szybko nadal bez śniadania musiałam sama sobe jechać po mleko ( nie nic innego nie mam zamiaru na śniadanie jeść i koniec kropka )
Gdy brałam moje kluczyki podleciał do mnie Zayn.
- Czekaj jade z tobą to ci cośopowiem... - Ruszył oczami na znak że to to o czym miał mi powiedzieć.
- Ok...
- JOE!!! - Darł się Niall przez pół domu
- No?
- Kup mi żelki!!!
- Coś jeszcze?!
- Tak..Piwo! Jak byś mogła oczywiście.
- A ja moge piwo? - Zapytałam ironicznie bo oczywiste że nie moge pić zbytnio alkoholu.
- NIE MA MOWY!!!
- TO TY TEŻ! - Zawołałam i wyszłam śmiejąc się z domu.
Wsiedliśmy z Zayn'em do auta i ruszyliśmy.
- Wię copowiadaj jak to jest.
- Przeprosiłem Pezz. Powiedziałem jej że jestem głupi itd i ona mi wybaczyła. I pokazała mi to - Podał mi zdjęcie usg dziecka. - 5 tydzień.
- Wow...Czyli miałam racje?
- W czym?
- Że to mały Malik?
- Tak....To znaczy mam taką nadzieje..
- To skąd ta smutna mina ??
- No właśnie niewiem. Może we wnętrzu boje się że nie jest moje i mnie zdradziła?
- Mam pomysł...Pogadam z nia..Nie prosto z mostu ale w rozmowie zapytam czy coś wymyśle ok?
- A mogłabyś? Tylko wiesz miałem narazie nikomu nic nie mówić.
- Ale to logiczne że mi mogłeś.. Usprawiedliwie cię spokojnie Na mnie możesz liczyć.
Wróciliśmy do domu a w połowie drogi skapłam się że zapomniałam wziąć żelek Horanowi ,,przecież on mnie zabije'' pomyślałam i szybko udałam się do domu unikając go jak narazie bo nie chce kłótni al'a ,, Ja ci zawsze jeżdże do sklepu i nie zapominam a ty jak jedziesz po dwie rzeczy mi zapomniasz wziąć głupich żelek.'' Zapewne tak będzie....
Wkładając już mleko do lodówki zauważyłam zapis na kartce. Przeczytałam go pare razy zanim dopiero uświadomiłam sobie że data na kartce to DZISIAJ!! Dzisiaj mam jechć do ginekologa. OMFG! Zapomniałabym na śmierć.!!
Przyszykowałam się szybko i poleciełam na góre do Niall'a.
- Jedziesz ze mną?
- A gdzie?
- Do ginekologa. Okazało się że to dzisiaj mam badania.
- Jasne że jade! A kupiłaś mi te żelki?
I się zacznie..
- Upss....
Niall tylko do mnie podszedł i musnął lekko ustami moje. Zdziwiło mnie jego zachowanie bo narmalnie to by było że jestem taka bo zapomniałam głupich żelek.
- A ci co? - Zapytałam..
- Nic...Tak poprostu...Mam dzisiaj na wieczór niespodzianke dla ciebie...
- Naprawde a jaką?
- Zobaczysz...Wkońcu niespodzianka..
- Zabije cie kotku..obiecuje że kiedyś cię żywcem zamorduje...
- Czemu?
- Bo przez ciebie będe chodziła cała podjarana cały dzień!
- Zostaw tą podjarke na wieczór skarbie..
- HA HA HA koń by się uśmiał....
Szybko pojechaliśmy do mojego lekarza i trzeba przyznać że wyczucie czasu mam niesamowite bo żdążyliśmy na czas.
,,Joanne Greene'' - wydobył się głos w głośniczku na poczekalni. Wstałam i już podążałam do gabinetu kiedy zajrzałam za siebie.
- Niall...A ty co?
- No będe czekał..
- Nie idziesz ze mną?
- A moge?
- hahah No jasne głupku...Jak chcesz zobaczyć nasze maleństwo to tak... - Uśmiechnęłam się do niego promiennie a on to odwajemnił po czym szybko mnie dogonił.
W środku mój lekarz siedział już w fotelu i sprawdzał jakieś papiery.
- No no no...4 miesiąc pani Greene tak?
- Tak - powiedziałam cicho...
- Niech pani się położy, odsłoni brzuch a ja włącze USG. A pan niech siądzie obok żony....
Speszyłam się troche słowem ,,żona'' Jam dopiero 22 lata..A może już? Pomyślałam że już tyle czasu minęło....Od kiedy spotkaliśmy się z 1D, od kiedy wszystko sie zaczęło. Na wspomnienie tych chwil uśmiechnęłam się do siebie ale potem przypomniałam sobie o tych złych chwilach.
Lekarz włączył swoje dziwne urządzenie którego nazwy nigdy nie znałam. Może być to umownie poprostu USG xD
Potem nałożył na mój brzuch bezbarwną mazie i rozsmarowywał mi ją na brzuchu dajmy na to że to czym to robił nazwiemy pałką USG xD
Przy tym doktor nie spuszczał oczu z monitora a Niall trzymając moją ręke również się na niego pztrzył. Niestety ja byłam odcieta od teg widoku.
Po zakończeniu lekarz wydrukował zdjęcia USG i podał je Niall'owi.
- No to za dwa miesiące możecie się dowiedzieć czy będzie to dziewczynka czy chłopiec.
- Dziękujemy panu bardzo..
- Dozobaczenia za miesiąc - powiedział Doktor i nas pożegnał.
Gdy wyszlismy na zewnątrz Niall wziął mnie na ręce i zakręcił pare razy dookoła.
- Niall! Póść mnie!
- Kocham was! Jestem szczęśliwy....
- Oy głupku....Ja też...
- Pamiętasz i naszym dzisiejszym wieczorze?
- Oczywiście...
- Dobrze..Wracajmy do domu..
- Nie do końca do domu...Która jest godzina?
- Eeee....15.34
- To jedziemy jeszcze do John'a.
- Do kogo? - Zdziwił się mój chłopak.
- No do mojego psychologa. Dzisiaj jest moja ostatnia wizyta przed próbami a tak to bedziemy mieć tylko telefoniczne sesje. Albo na skype....
- Dobrze...A tak wogóle po co masz jeszcze do niego jeżdzić? - Pytał Niall zayrzumujac się na pasach dla pieszych gdyż przechodziła jakaś para....
- Niall...Widzisz co to za chłopak.. - Rozszerzyłam szeroko oczy i nie mogłam uwierzyć...
Zaważyłam że Nialler również.
Wkońcu powiedział.
- Caleb?
-------------------------------------------------------
Helloooł! JUŻ WAKACJE! NARESZCIE WAKACJE! WKOŃCU WAKACJE ! hahahah xD I jak? Zadowolone ze świadectw? Ja pół na pół mogło być lepiej ale jest git xD Jak rozdział sie podoba? Pisać pisać bo moim zdaniem jest jednym z lepszych moich rozdziałów a wiem że było ich mało....xD
  • awatar ' SkyFall. ' ♥: genialne<3
  • awatar Nie trać nadziei... ♥: No u mnie ze świdectwem dobrze . :D Fakt mogło być lepiej ale jak się nie chciało uczyć to tak jest . Wakacje ... Nie wiem czy się cieszę ... Nie czuję ich ... Świetny jest rozdział ! Ta końcówka ... Znowu zostawiasz mnie w napięciu .. :D Czekam na następny . :)
  • awatar Wredota^^: https://twitter.com/GokaxD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
ROZDZIAŁ 72
Nazajutrz dopiero popołudniu przypomniałam sobie o tym że Zayn miał mnie o coś poprosić.
Martwie się o niego ponieważ cały dzień był smutny i się nie odzywał i nawet nie wychodził nigdzie. Chłopcy pytali go o co chodzi ale on nic nie mówił. Kręcił tylko głową że niby nic.
Wkońcu postanowiłam do niego podejść.
- Zayn?
- Tak? - Zapytał
Wzięłam jego ręke i pociągłam go w strone mojego pokoju.
- Ej! Joe po co mnie ciągniesz?! - Mocno go trzymałam aby mi jakby co nie ucekł i ,,rzuciłam'' na łóżko.
- Sam umiem chodzić....-.-'
- Wiem...Ale to jest ważne i nie chce abyś się wykręcił - Zamkłam drzwi na zamek.
- To może powiesz mi do czego dążysz? - Powiedział już lekko zdenerwowany.
Usiadłam obok niego i zaczęłam.
- Co ci jest? A jeśli masz mi mówić że nic to nawet niemasz po co się odzywać. Nie wyjedziesz dopóki się nie dowiem.
Zayn wstał i miał zamiar otworzyć drzwi kiedy nadal w formie jednym ruchem położyłam go na ziemie.
- Niemam zamiaru bić się z dziewczyną w ciąży..
- Boisz się..
- Niby czego? - Zapytał się wstając i otrzepując.
- Tego że i tak wygram...
- Dobra siadaj.
- No i?
- Zerwałem z Perrie i czuje się okropnie...
- Ok..Przyznaje że jestem zaskoczona i posmutniałam ale powiedz mi dlaczego?
- Bo ostatbnio w jej zespole..tzn że tak to ujme załodze pojawił sie taki chłopak..Brad..I spędzają dużo czasu. Pokłóciliśmy się o to okropnie właśnie wczoraj jak ją odwiedziłem i ze złości powiedziałem że z nami koniec, trzasłem drzwiami i pojechałem do do klubu..Opiłem się a dzisiaj mam doła...No i kaca...;p
- To że spędzają razem czas i przypominam że w Little Mix są cztery dziewczyny nie znaczy że Pezz już cie z nim zdradzi...Uwierz wiem bardzo dużo o zazdrości i bardzo dużo się przez nią nauczyłam...
- No tak..Właściwie masz racje...Ale co ja mam zrobić ?
- Po pierwsze to nie jest rzecz której się nieda odkręcić...Musisz ją przeprosić Zayn...
- I tyle?
- Zdaj się na siebie...A tak właściwie na swoje uczucia...
Oh jak ja umiałam pomagać załamanym ludziom! - Śmiałam sie w środku.
Niby nic a jednak mi to daje sadysfakcje. Gdy jeszcze wraz z Cori jako szesnastolatki chodziłyśmy razem do szkoły i można powiedzieć że byłyśmy w niej nawet znane i dość popularne co rusz zjawiały sie na moim ramieniu zapłakane dziewczyny z przyczyn: ,,chłopak ze mną zerwał!, zdradził mnie, nie chciał sie spotkać, patrzy się na inną, nie zwraca na mnie uwagi.'' Przeważne były to wysrtrojone lalunie które nie mogły liczyć na swoje ,,BFF'' xd Pamiętam jak jakaś laska w łazience płakała, a ja ,,dobra dusza'' zapytałam o co chodzi i zaproponowałam pomoc. Była to nijaka Madge (która potem po mnie chodziła z Mik'em i trzeba podkreśić że zerwała z nim po dokładnie trzech dniach i 6 godzinach) Szkolna diva, plastikowa i wdzięcząca się wszędzie, pomalowana niczym jakby nałożyła sobie na twarz tapete z castoramy. Ale no cóż.....
- Co co się stało? - Zapytałam się wtedy.
- No bo...A zresztą co ja będe się zwierzać tobie. Przecież się nie lubimy.
- Ale to nie znaczy że nie możesz mi się wyżalić....
- A potem będziesz chodziła i rozpowiadała na mój temat? No jasne jeszcze tego by mi brakowało...-,-'
- Oy Madge nawet nie wiesz ile ja o tobie wiem rzeczy..I uwierz jak bym była taką żmiją jak ty dawno byś musiała się wynieść z tej szkoły i przy okazji zmienić nazwisko i wygląd..
- Dobra...No bo....Jak całowałam sie z Curtem -(męska odmiana Madge)- I wszyscy się na nas patrzeli to ja się rozmazałam i wszyscy sie śmiali a on ze mną zerwał...
- Przez to że jak się z nim całowałaś to ci się tusz rozmazał?
- No..Właściwie to tak. Jeszcze do tego na oczach ludzi!!!
- To dupek...Nie przejmuj się..
- Tyle że ja nie jestem taka jak ty że nie przejmuje się tym. Po tym jak zerwałaś z Mike'm wszyscy gadali że jestem chora że zostawiasz takie ciacho a ty to olałaś i jeszcze wszystko potwierdzałaś...
- Więc nie masz sie o co martwić. Zaraz znajdziesz jakiś lepszy towar niż Curt.
- Może nagle do szkoły przyjdzie taki Taylor Lautner? (Zespół One Direction można powiedzieć dopiero szedł do xFactora a wielką popularnością cieszył się zmierzch oraz grający w nim jako wilkołak Jacob Tay....
- Na białym koniu podarowując ci czerwoną róże i pytając się czy zostaniesz jego dziewczyną....
- Bardzo optymistyczne mysślenie.. - Powiedziała na koniec Madge
Tak..Kiedyś byłam jeszcze optymistycznym człowiekiem. Jak zgineli moi rozdzce zostałam pesymistką. A jak poznaliśmy 1D do tej pory jestem REALISTKĄ. Jak dla mnie tak to już jest na tym świecie. Nie wierze w to że jakiś magik przyjdzie i nagle zjawią się tu moi rodzice żywi. Ale też nie jestem aż taką pesymistką aby myśleć cały czas o tym że zaraz umre, che umrzeć albo że zaraz nagle z nikąd pojawi siępędzący samochód i wjedzie w nasz dom zabijając moich najbliższych a ja zostane sama. ahahaha xD Tak właśnie tak myślałam kiedyś....A teraz? Co ma być to będzie. Wiele przygód w moim życiu się stało mimo że nie jestem jeszcze nawet po TRZYDZIESTCE o.O. Oh wiele razy byłam na wpół na tamtym świecie oraz wiele myśli oraz uczuć mną władało. Ale teraz mam nadzieje że te moje PRZYGODY się skończą. JEstem w ciąży, mam kochającego chłopaka który jest ojcem dziecka, i ktory też nie mało przeżył ze mną a ja z nim. Prawdziwych i wspierających przyjaciół. Tak moge żyć dalej.
Tak sobie teraz myśląc: Kto by pomyślał że moje życie tak się potoczy? No ok ja nie wiedziałam o tym ze zostane sławna. Ale teraz spójrzmy na to myślenie ze strony Cornelii.
Ona nieraz truła mi jak to kkocha Harry'ego za nim go poznała na żywo. Wiedziała o nim praktycznie wszystko, gadała mi na okrągło że zostanie jego żoną.....A tu taka niespodzianka że i ona będzie z nim miała dziecko. I że zakocha sie w NIM jako męszczyźnie a nie w NIM jako Harry'm Stylesie sławnym chłopaku z z zespołu One Direction.
Nieraz też wymyślała różne historyjki przed senne. Że zostaniemy sławne. Będą o nas pisać na pierwszych stronach czasopism, będziemy miały wlasne piosenki, trasy i nie jeden chłopak chciałby nas mieć....Cała Cori. A teraz właśnie tak jest. hah...Musze z nią kiedyś o tym pogadać..
- Joe...Kochanie wstań..Potem nie będziesz spała po nocach.
Otwarłam oczy....Tak naprawde nie spałam przez cały ten czas tylko rozmyślałam..
- Ale ja nie śpie kotku...Ja rozmyślam a to różnica.
- Tak jasne...Chcesz coś zjeść.?
- Hmm..? Na co mam ochote? W sumie to na nic nie mamy ochoty...Czekaj spytam...Julia bądź Michael..Chcesz coś do jedzenia? - Złapałam się przy tym za brzuch. Niall uśmiechnął się i przyłożył ucho do brzucha.
- Chyba śpi...Czyli nic...Ale ty napewno nic nie chcesz?
- MAm ochote na malinowe usta mojego ukochanego Horana...Co ty na to?
- A ja na miętowy oddech mojej partnerki...Jetstem na tak bo obydwoje przy tym się najemy...
Powiedział po czym przygniótł mnie swoim ciałem do łóżka i zaczął namiętnie całować....
Lecz przerwał nam ktoś..A mówiąc ktoś mam na myśli mojego braciszka..W sensie że Zayn'a.
- Yhym... Przepraszam że wam przeszkadzam ale chciałaś Joe abym przyszedł i wszystko co zrelacjonował...
- ale co? - Zrobił dziwną minę jakbym była idiotką i nie wiedziała o co chodzi..
- AAA....Już ide... - Zwaiłam Niall'a ze mnie, wstałam i poszłam do drzwi...
- Później cię dorwe.. - powiedział..
- Hah! Już się boje...! - Powiedziałam i wyszłam za Malikiem.
Usiadłam wygodnie na jego łóżku i czekałam na to co powie.
- A więc? - Ponagliłam go bo nic nie mówił.
- Rozmawiałem już z Perrie.
- Już? Przecież...To ja spałam?
- Najwyraźniej bo gadaliśmy o jakiejś 100 a jest 190
- O matko..Co ta ciąża ze mną robi..
- A no właśnie jeśli chodzi o ciąże... Bo ja rozmawiałem z Pezz i ona m powiedziała że jest w ciąży i ja niewiem co mam teraz zrobić....Jestem w kropce bo ona powiedziała abym to przemyslał. Bo niby nie jesteśmy już razem. Była bardzo zła ale wydawała sie też załamana.
- Ughh..Zayn! Czemu jej nie przeprosileś?!?!?!...A tak wogóle...GOŚCIU ONA JEST W CIĄŻY!!! NIE KAPUJESZ ŻE NOSI W SOBIE TWOJE DZIECKO!!!!!!!
- Skąd moge wiedzieć że to moje dziecko?
- Czyli jej nie ufasz?
- Ufam...
- A więc sprawa jest jasna....Teraz rusz tą dupe... i do samochodu...
- Po co?
- Pogadać z nią...
- Ok....
- Dawaj kluczyki...Zawioze cię...
- Dlaczego?
- Bo jade so sklepu jeszcze..
- Po co?
- Cały czas pytania...Po żelki ok? A teraz rusz dupe.
Jak mu obiecałam zawiozłam go do Perrie. Czekałam na niego ale po tym jak czekałam już godzine oznajmił mi że u niej nocuje i po cichu dodał że przeprasza i wszystko wyjaśni mi jutro..No raczej są to dobre wieści więc nie będe sobie głowy zawracała.
Pojechałam po moje ukochane żelki które wzięłam w nienormalnych wręcz ilościach i pośpiesznie ruszyłam do domu.
Weszłam do domu, nasypałam wszystkie te paczki do wielkiej miski i poszłam do salonu.
- Kto chce z was żelke dzieci nie dożywione?
- Gdzieś ty była? - Wypytywał Niall
- Martwiliśmy sie... - Oznajmił Louis
- Niby o co?
- Różnie było - śmieje sięCori..
- Buhahaha...normalnie zaraz padne ze śmiechu
Jak się okazało wszyscy chcieli sie poczęstować żelkami więc jednak mogłam ich wziąć więcej.
Zmęczona mimo że chyba spałam ile spałam postanowiłam że się położe spać.
Zaraz za mną dołączył Nialler.
- To co? Kończymy to co nam przerwał Zayn?
- Dobra..Ale uprzedzam że dzisiaj nie będe miała żadnych skrupułów...
- No mam nadzieje - powiedział po czym zachłannie wpił się w mojem usta wywołując u mnie uśmiech na twarzy....
Przerwałam na chwile chcąc mu coś powiedzieć..
- Niall...
- Tak?
- Kocham cię....I małego bądź małą...
- Oooo....Ja was też - powiedział po czym lekko dotknął dłonią mojego brzucha i ponowił to co wcześniej zaczął.....
--------------------------------------------
Heeeeyka!!!!! Jeszcze dokładnie 4 dni i ZAKOŃCZENIE ROKU SZKOLNEGO 2012/2013...Naprzykład jak dla mnie bardzo szybko on minął...A wam? Która klasa będzie po wakacjach? Ja trzecia gim ;< Boje się tych wszystkich egzaminów...
Jak podoba się rozdział?
A tak poza temat? Z jakich jesteście fandomów? Bo jak każdy wie jest akcja na wakacje ,,wstążki''
Ja nosze różową i czerwoną - czyli Little Mix i One Dorection a wy? Nosicie?
  • awatar Nie trać nadziei... ♥: Kiedy dziecko Joe i Niall'a xD ... Nie mogę się doczekać ... Fenomenalny ! :) Ja nie noszę tych całych wstążek .. :D Bo nie wiem jakie do jakich fandomów ... Powodzenia dasz rade z egzaminami . :) Czekam na następny .
  • awatar black.ivy❤: świetny! nie mogę się doczekać, kiedy urodzi się małe 'horaniątko' haha O szkole nie chce nawet wspomniac. Szykuję się najgorszy okres w całym moim życiu. czekam na następny i pozdrawiam :) P.S Mylisz się, kochana. Zawsze z wielką przyjemnością czytam Twoje komentarze. Dziękuje :)
  • awatar ♥Everything About You♥: Awwwwwwww! No po prostu kocham Niall'a i Joe. Już nie mogę się doczekać kiedy urodzi *.* I wiesz co? Ciebie też kocham za to jak piszesz ♥ --- Ja też po wakacjach 3 gim i też się cholernie boję, ale jakoś może damy radę, nie? ;D Wstążki? Ja noszę jak na razie czerwoną, ale trzeba się zaopatrzyć też w różową, brązową i fioletową<ta ostatnia tak troszeczke, ale zawsze> xoxo
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
ROZDZIAŁ 71
W sumie to nic przez następny miesiąc się nie działo...Lecz pewnego wieczoru zawitał do nas niespodziewany gość.
- Trey? Co ty tu robisz? - Zdziwiłam się jego odwiedzinami... Nie widziałam go od pogrzebu Grey'a....
- Joe...Mamy problem....
- Wejdź...Wszystko mi wytłumaczysz..
- Hey? - Powiedziała Cori troche zdziwiona....
- To właśnie jest Trey..Nie pamiętasz go Cori?
- Aa..Hey...Co cię do nas sprowadza?
- Powtórze Joe...Mamy wielki problem....
- Ale o co chodzi??
- Możemy pogadać w cztery oczy? Wiesz...
- Ale oni wiedzą o wszystkim..
- Ahha...Chyba że tak...To...Nigdy nie wiedzieliśmy skąd Grey bierze narkotyki..Ja miałem swoje osobiste dojścia ale niewane..W każdym razie on podprowadzał je specjalnie dla ciebie od jakiegoś nieznanego kolesia który teraz ma jakieś wyrzuty..Najgorsze jest to że Grey powiedział mu dla kogo je bierze i powiedział że jak Greyson'a niema to przyjdzie do ciebie i masz mu je oddać...Ostatnie te trzy torebeczki...Bo to one były akurat od niego..Nic nam nie mówił Grey że ma inne ale najwyraźiej miał wiele dojść do kokainy...
Zrobiło mi się słabo...Poprostu nie wierzyłam że przez to teraz będe miała takie problemy..wiedziałam że z prawem bym mogła mieć ale nie spodziewałam się że jakiś mięśniak teraz mnie przez to będzie szukał...
Z wrażenia sobie usiadłam...
- I że co niby może mi zrobić.? - zapytałam...
- Ja nie chce cię Joe straszyć....naprawde ale przyszedłem ci wszystko powiedzieć ze względu że sie przyjaźnimy...
- A wchodzi w gre że mu oddam za nie pieniądze?
- Wątpie...Wygląda na nadzianego a niema skąd brać..Wygląda że jest ćpunem...Albo mafia...
- Nie sądziłam że takie problemy z tego wynikną...
- Niemasz już tych trzech torebeczek.? Napewno?
- Nie...Wysypałam je do umywalki...
- Coś ty zrobiła????
- No wysypałam je...Nie chce już brać..
- Ja to rozumiem...Ale mogłam przekazać przynajmniej mi je..
- Widzisz....I masz pare wciągać mniej i może lepsze zdrowie?
- Nie chodzi o mnie....wiesz że ja nie biore...Ja diluje a to dwe różne rzeczy..To Greyson brał oraz Klaus....
- Naprawde? Myślałam że ty też....
- Nie....
- A masz może jakieś w zapasie?
- Niestety Joe...Jak bym miał to bym mu dał odrazu...Niestety straciłem kontakty..Niemam nawet od kogo je brać i wszystko się wali..stali klienci odchodzą i są źli...Ja też niemam łatwo..
- No to mamy problem.....Nieda się nic zrobić?
- Niewiem...
- Moge się wtrącić? Wiem że może się nieznam ale jeżeli Grey brał....To może w domu ma jakieś środki które można przekazać temu kolesiowi? - Zaproponował Harry...
- W sumie..Całkiem niezły pomysł...Joe....ty to musisz załatwić..Tylko ciebie lubią rodzice jego...Nas nawet nie wpuszczą bo myślą że to przez nas to stao się z ich synem...Którym się nigdy nie przejmowali nim ale nieważne....
- Dobrze...Poszukam..Ale co im powiem?
- Niewiem...Może że coś kiedyś mu dałaś i teraz chcesz to wziąć bo będzie ci go przypomniać? - Powiedziała Cori...
- Ok...Do kiedy mam czas?
- Do jutra do 12 w południe...
- Ok...A która jest teraz?
- 17:39 - powiedział Zayn... - Moge cię podwieźć bo jade do Perrie....
- Ok..Dzięki Zayn ale wchodzisz ze mną...
- Ale..
- niema żadnego ale...Ja tam sama nie wejde a Trey'a nie wpuszczą....
- Dobra ja jade....Jakby co mamy kontakt...Jak znajdziesz zadzwoń a ja mu je przekarze jutro...Pa.
- Dzięki Trey za ostrzerzenie.....
Wyszedł a moje myśli krążyły niewiadomo gdzie....Nie wierze że wpakowałam się w takie coś przez w sumie..W sumie właśnie przez Grey'a. Bo jak siepytałam skąd je ma mówił abym się nie przejmowala...I wyluzowała...A teraz mnie zostawil...I on mi tu nie pomoże chyba że jego zwyczaj do przechowywania różnych rzeczy...
- Moge jechać z tobą Joe - Zaproponował Niall..
- Nie musisz...Wchodzi ze mną Zayn...Sama wróce albo jak chcesz możesz po mnie przyjechac jak zadzwonie...
- Chodź już Joe bo mamy tylko godzine....A jak mam z tobą iść..
- Dobra kocham cie pa!
- Ja ciebie też - powiedział Niall i przyciągnął mnie do siebie całując mnie....
Tak, teraz już wszystko jest wyjaśnione i wszystko się dobrze układa...Nawet się nie kłócimy a Niall sie tak mna ipiekuje jak bym była w jakimś 8 miesiącu normalnie....I wyobrazić sobie że tyle nas poróżniło a my i tak się nie daliśmy i jestesmy razem....Tylko przypomniałam sobie jak kiedyś Niall obiecał mi że nie będzie taki zazdrosny...Nie odtrzmał obietnicy i teraz w takim razie to ja się będe pilnować aby nie skrzywdzić go jak będe rozmawiała z jakimś innym chłopakiem....No cóż miłość to też poświęcenia xD
- To tu - Wskazałam biały jednopiętrowy dom z brązowym dachem. Zayn ze mną wyszedł i zapukałam do drzwi.
- Dzięki Zay...Jesteś kochany.
- Niema za co siostro...Ale za niedługo musisz mi w czymś pomóc...
- W czym?
- Później ci powiem albo jutro..
- Dobra ale ci przyp....- Przerwalam bo właśnie otworzyła mama Grey'a.
- O Joe! Co cię do nas sprowadza?
- Dzieńdobry...Ja przyszłam po jedną rzecz którą kiedyś dałam Grey'owi ale teraz chce ją zabrać bo będzie mi przypomniała o nim...
- Dobrze...Wejdź Joe...- Weszła z nami na góre i otorzyła stary pokój jej syna.
Popatrzała się na niego i pomyślałam że nic się nie zmieniło. Łóżko stało tak jak jest, nawet jego laptop leżał na łóżku które już było pościelone.
- Nic nie ruszałam w jego pokoju,....Od kiedy go niema nawet do niego nie zaglądałam....Wejdźcie i zobaczcie co tam chcecie - powiedziała i wyszła....Zamykając za sobą drzwi.
- To gdzie one mogą być? - Zapytał Zay
Podleciałam do jego szafy z ubraniami...Otwarłam ją i odrazu poczułam jego zapach...Czemu go niema? Pojedyńcza łza spłynęła po moim policzku, która szybko starł mój przyjaciel.
- Nie płacz Joe...Go już niema ale napewno jakby tu był pomogł by ci....Był twoim przyjacielem i napewno nie chciał umrzeć ale nałóg był od niego silniejszy..
Przytuliłam się do niego a potem zaczęłam szukać...
Znalazłam dużą koperte....Popatrzałam się na nią dość dobrze a tam było napisane ,,Do Joe''
- Zobacz co tam jest - powiedział Zayn
- Masz racje. - Siadłam na łóżko a Malik obok mnie. Otwarłam koperte a tam było chyba z 10 takich saszetek. Troche mi ulżyło z jasnej sprawy ale tam też był list. - Przeczytam go na głos ok?
- Jak chcesz Joe....
- To tak....
Droga Joe
Wiem że za niedługo będzie mój koniec. Niestety ale to jest silniejsze ode mnie. Nie chce was zostawiać ale nistety takie życie. Ja poprostu to czuje..Czuje że jak jeszcze będe brał skończe albo na odwyku albo w trumnie. - Czyli on wiedział że za niedługo umrze - powiedziałam do Zayn'a
- Najwyraźniej....Dobra czytaj dalej.
- Ok
... Tak więc mimo że nie znaliśmy się aż tak długo chce abyś wiedziała że byłaś mi bardzo bliska...Bliźsza niż ludzie których znałem od lat. To ty mi zawsze doradzałaś i pomagałaś. Przepraszam cię za to że dałem ci te gówno do spróbowania...To wszystko moja wina.
Dziękuje za to że byłaś. Mam nadzieje że to przynajmniej w przyszłości przeczytasz.
Chce ci życzyć powodzenia z twoimi promblemami. Dziękuje że zaufałaś mi na tyle aby mi się zwierzać i powtórze byłaś moją najlepszą przyjaciółką jaką mogłem kiedykolwiek mieć.
Prosze cię teraz abyś więcej ich nie zażywała. Na początku myślisz sobie, że nie jestes taka jak inni którzy biorą nałogowo. Że możesz przerwać kiedy tylko chcesz...Ja też tak myślałem...Ale niestety skończy albo skończyło się tak a nie inaczej.
Po jakimś czasie może do ciebie przyjść jakiś koleś który powe ci abyć oddała mu narkotyki. Wiem to bo znam tego kolesia i to przewiduje. specjalnie dla ciebie je brałem bo są inne. Tak wiem pomyślisz że przecież kokaina to kokaina nie moze być jakiejś innej odmiany. Ale do tej ten właśnie koleś dosypuje coś co sprawia że nie jestes taka jak po prawdziwej dawce. Nie chciałem abyś się stała taka jak ja więc brałem od niego.
Właśnie tutaj dałem co 10 saszetek. Na trzech z nich jest napisane N czyli że jest inna a na 7 jest napisane T czyli dobre i prosze cię abyś dała je Trey'owi.
Przepraszam że cię tak zostawiam ale nie moge kryć że jest wszystko wporządku. Gdyby nie ty to pewnie już dawno by mnie tu nie było.
Na dole w kopercie powinien być łańcuszek. Jest to złota gwiazdka a na drugiej stronie jest napsiane ,,nie zapomnij'' Zamówiłem takie dwa. Jeden mam teraz na szyji a drugi jest twój abyś o mnie nigdy nie zapomniała.
Ja już kończe bo zaraz braknie mi kartki i ten...Żegnaj i pozdrów ode mnie wszystkich - Greyson.
Potok łez spływał mi z oczu....Wzięłam łańcuszek i założyłam go na szyje. NAszczęćie przy mnie jeszcze był Zayn który mnie przytulił i wsparł...
- Chodź Joe...Weź co masz wziąć i wyjdźmy abyś więcej nie płakała...
- Znowu masz racje....- Pocągłam go za ręke i wyszliśmy.
Pożegnaliśmy się, podziękowaliśmy i wyszliśmy.
- Dziękuje Zayn - powiedziałam przed jego autem - Za wszystko. Kocham cię - powiedziałam
- Oy Joe..siostro moja ja ciebie też. - Zawsze do mnie mówił siostro..Bo tak właśnie mogło by być...Tak się zachowywaliśmy.
- Jedź już do Perrie i pozdrów ją ode mnie a jutro mi powiesz o co ci chodziło.
- Dobra..To paa!
-Pa.... - Pomachałam mu i wyciągłam telefon z kieszeni aby zadzwonić po Nialla.
- Hey kochanie przyjedziesz po mnie?
- Jasne...Jaka to ulica?
- Cloud St. 25 <wymyślona>
- Już jade..kocham cię!
- Dzięki..przyjeżdżaj głuptasie - powiedziałam i rozłączyłam się...
20 minut później Nialler był już na miejscu. Wsiadłam pośpiesznie do auta i zostałam przywitana słodkim malinowym całusem....
- I jak było - Zapytał.
- Znalazłam koperte...Do mnie....
- I jak?
- Znalazłam tam 10 saszetek. On wiedział że tak będzie...A zresztą przeczytaj list. - Podałam mu kartke...
- Jaki łańcuszek? - zapytał po jakimś czasie czytania.
Wyjęłam gwiazdke spod bluzki i pokazałam mu napis.
- Ahha...W sumie jak bym był na twoim miejscu płakałbym jak głupi..
- To już za mną..Najgorsze jest to że on wiedział o tym że za niedługo ma odejść. I że miał najlepszych przyjaciół których znał od dzieciństwa a to ja okazałam się tą jednyą przyjaciółką do której napisał ostatni list pożegnalny...To jest najgorsze...I..I mam nadzieje że nie jesteś zazdrosny o łańcuszek...Bo w sumie nie masz o co....
- Coś ty..Nie jestem zazdrosny...To był twój najlepszy przyjaciel chociaż nie spodziewałem się że specjalnie dla ciebie zamawiał jakieś podróbki.
- To nie były podróbki....Tylko dodawali coś do nich....
- Na jedno wychodzi..
- Nooo...Czekaj zadzwonie do Trey'a.
Wybrałam numer a po dwóch sygnałach odebrał.
- Mam...Wszystko wyjaśnie jak sie spotkamy....Teraz jade właśnie do domu więc podjade do ciebie z Niall'em....Moim chłopakiem....Tak mam chłopaka..Nieważne zaraz będziemy pa.
- On nie wiedział że jesteśmy razem?
- On nic nie wiedział...Kompletnie. Jedynie wszystko mówiłam Grey'owi bo to z nim się zaprzyjaźniłam. Susie to jedynie była z nim bo myślała że wygląda przy nim fajnie, Trey jest z Emily a Klaus to gbór i samotnik. Oraz ćpun.
- Ahha...A jak to wogóle sie stało że go poznałaś?
- Emmm....Wole nie wspomniać.... - Na Niall'a twarzy pojawił się strach jakbym niewiem co wtedy z Grey'em robiła. - W klubie dzień po tym...
- Aha... - Usmiechnął się sam do siebie jakby śmiał sie ze swoci myśli. Nie pytałam nawet o czym myślał.
- Mam do ciebie prośbe...Albo raczej rozkaz....
- Tak szefowo?
- Nie żartuj...To jest bardzo ważne....
- Tak? No mów..
- Jutro jade na USG...A ty jedziesz ze mną...Ok?
- Zobacze mojego syna? Lub córke?
- Jak się uda... - Chwyciłam go za ręke...- Jak myślisz co będzie?
- Myśle że będe kochał to co się urodzi....
- Ja też tak sądze.....- Powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
U Trey'a mieszkała Emily i Klaus więc przywitaliśmy się a potem wszystko wyjaśniłam koledze. Tymczasem Niall rozmawiał z Emily bo Klaus jak zwykle siedział u siebie w pokoju. Miałam ochote powiedzieć Niall'owi że jestem zazdrosna mimo że tak naprawde nie byłam. Niemam tego do siebie że robie sceny zazdrosci jak rozmawia z inną dziewczyną - niestety on ma odwrotnie.
Bo to jest tak że z Niall'em naprawde wiele nas łączy. Naprzykład lubimy razem jeść. Cóż tego nie kryje że lubie sobie pojeść a mu to nie przeszkadza. Oboje lubimy się razem powygłupiać. Oboje na swój sposób jesteśmy romantyczni i w obojga w nas tkwi jakaś cząstka dzieci. Łączy nas to że musimy postawić na swoim. Kochamy świetne komedie...I wiele innych..Ale są też rzeczy które nas różnią....Naprzykład właśnie zazdrość.
- Ok...Dzięki Joe jesteś wielka...Oddam to jutro temu facetowi a te 7 sprzedam gdzieś pewnie. Dzięki jeszcze raz. - powiedział po czym podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. Ja oczywiście zdziwiona odwzajemniłam uścisk i patrzałam na mine Niall'a. Bardzo zaskoczyłam się kiedy ujżałam że Niall uśmiecha się do mnie. Ja też się uśmiechnęlam. Potem pożegnaliśmy się i pojechaliśmy do domu.
- Dzisiaj nie pokazałeś swojej zazdrości kotku...
- Bo nie byłem o ciebie zazdrosny...
- Aha..Czyli musiałam zajść w ciąże abyś mi zaufał?
- Ja ci zawsze ufałem...
- Naprawde nie mam nawet siły się kłócić Niall ale nie zgodze się z tobą...Gdybyś mi ZAWSZE ufał nie było by żadnych kłótni. Wtedy siedzielibyśmy teraz w domu nadal albo opalalibyśmy się naprzykład w Hiszpanii. Nie poznałabym co oznacza się ciąć i niemiałabym teraz kłopotów przez narkotyki które pokazał mi Greyson a wtedy bym go nie poznała...Wydaje się takie proste ale nie jest Niall...
Wyglądał jakby się zmieszał...Zrobiło mu się głupio i spuścił głowe...
Nie odzywaliśmy się dość długo ale wkońcu to mi zobiło się głupio bo obiecaliśmy sobie to tego nie wracać...
- Przepraszam Niall..Poniosło mnie..Jestem głupia...
- Nie...Masz racje....Jestem troche fałszywy i tyle....
- Nie.Mieliśmy do tego nie wracać..Przepraszam
Następna dłuższa chwila musiała minąć zanim któryś z nas się odezwał....
- Ale wiesz ze cię kocham najbardziej na świecie? - Powiedziałam wkońcu
- Wiem...A wiesz że ja ciebie też?
- Wiem...Przepraszam...- powiedziałam i wyszłam z samochodu gdyż już byliśmy na miejscu.
- Joe! Czekaj - wybiegł za mną. Podbiegł do mnie i mnie pocałował...- Postaram się już nigdy taki nie być. Obiecuje..
- Dobrze...Ale nie zmieniaj się..Czasem podoba mi się twoja zazdrość...czasami...
Zaśmiał się i znowu mnie pocałował....
--------------------------------------------------
I jak rozdział? Podoba się? Mam nadzieje bo mi nawet nawet choć wiem że rzadko się to zdarza
Że tak zapytam..Jak tam u was? Jakieś plany na zbliżające się wakacje? Opowiadajcie mi tu
  • awatar black.ivy❤: super rozdział! dobrze, że wszystko się wyjaśniło. wakacje? hm...fajnie byłoby się gdzieś wyrwać, ale prawdopodobnie spędzę je w domu -.- no cóż. Mam nadzieję, że przynajmniej Twoje będą udane :)
  • awatar A'nasa ♥: Dobrze że się wyjaśniła sprawa z narkotykami ;)
  • awatar Larra Stylinson ♥.♥: Świeeeetny rozdział !!! Plany na wakacje, prawdopodobnie pojadę na miesiąc do Londynu i z dziadkami w góry.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
ROZDZIAŁ 70
Zamiast pójść za nim na dół najzwyklej w świecie poszłam spać....Byłam okropnie zmęczona po dzisiejszym dniu. Mimo że jest dopiero 16:30.
- Cori boje się...Przecież wiesz jaka jestem....
- Dasz rade...Czekałaś na ten dzień od zawsze..kochacie się a to jest najważniejsze. Michael będzie najszczęśliwszym dzieckiem na świecie...
- No niewiem.... - rzekłam...
10 minut później szłam już po czerwonym dywanie...Dzieci z przodu sypały mi pod nogi płatki kwiatków. Strasznie się bałam. A jak coś pomyle lub się przewróce?
Plątały mi się nogi....A na końcu stał on...Mój wymarzony chłopak, ojciec mojego dziecka i mój przyszły maż - Niall Horan.
Podczas ceremoni język mi się równierz platał.Na końcu było jeszcze gorzej.
- Czy ty Joe Greene bierzesz za męża Niall'a Horana i ślubujesz mu miłość i że go nie opuścisz aż do śmierci...bla bla bla?
Słowa mi więzły w gardle ale potrafiłam jeszcze powiedzieć
- Tak....
- Czy ty Niall'u Horanie bierzesz za żone Joe Greene i ślubujesz jej miłość i że jej nie opuścisz aż do śmierci......bla bla bla?
Nic nie powiedział..Tylko sie patrzał pustymi oczami w podłoge...
- Niall?...Niall!
Obraz się rozmazywał a ja krzyczałam...Strach był potężny. Czarne plamy pojawiały się coraz częściej aż wkońcu Niall znikł oraz wszyscy bliscy...
Obudziłam sie zalana potem. Wstałam bezwładnie z łóżka. Michael spał w łóżeczku..Ale..Ale ja byłam sama....
Nikogo nie było obok mnie. Niall założył własną rodzinę, Cori i Harry też mają własną a ja? Ja sama siedze w małym domu z moim synem...
- Joe...Joe wstawaj. Prosze obudź się... - Wołał głos...
- Niall?
- Tak..Wstawaj...- Wysypuje to do zlewu żeby nie było że potem je będe chciała wyc
- Matko...Uff..To był tylko sen... Co się....? - Wstałam z łóżka...Mój pokój wypełniony był świeczkami oraz płatkami róż...Niall..Oh Niall....Trzymał w ręku gitare i coś na niej brzdąkał...
Na mojej półeczce roznosił się zapach szampana w kieliszkach....
- Co to?
- JA...Ja chciałem cię za wszystko tym przeprosić...
- To ja powinnam cię przepraszać....
- Nie...Nieważne. Ale ja chce znowu mieć cie przy sobie...Bez ciebie poprostu wariuje...
- Mowisz to tylko dlatego że będziemy mieli dziecko czy tak czujesz?
- Oczywiście że tak czuje...A ty?..Ty co czujesz Joe..?
Zadał mi trudne pytanie... W środku czułam że musze powiedzieć mu prawde ale w rzeczywistości w takich sprawach jestem poprostu tchórzem...Zwykłym tchórzem...Powtarzałam to w myslach milion razy aż wkońcu samo się zastopowało....
Minute później byłam już zamknięta w jego objęciach. Dawno nie czułam tego ciepła...Nie czułam jego wspaniałych perfum...Po chwili także znów zasmakowałam jego malinowych ust...Miała ochote wykrzykiwać że go kocham..Oczywiście że bym to zrobiła ale mój honor czy tam godność na to nie pozwalały.
Cały czas przedłużaliśmy pocałunek...Pogłębialiśmy i pokazywaliśmy nim jak bardzo za sobą tęskniliśmy przez ten cały czas bo to nie był tylko czas kiedy się rozeszliśmy..to był też czas kiedy straciłam pamięć...
- Kocham cię Joe pamiętaj o tym...Zawsze tak już będzie...Dobra?
- Ja ciebie też Niall...I nasze dziecko.- Wzięłam jego dłoń i przybliżyłam do mojego brzucha
- Jak je nazwiemy...?
Pomyślałam o moim śnie...Michael..
- Michael jak będzie chłopczyk... - stwierdziłam.
- No to Julia jak będzie dziewczynka.. - Na końcu pocałował mnie w czoło...
Czułam że żyje odnowa...Przy nim wyciągłam trzy torebki białego proszku..
- Co ty chcesz...?
- Nie..Coś ty...Chyba że ty chcesz spróbować.
- Nie..Wole nie.
- Nie będe cię namawiała... - Wzięłam saszetki i poszlam z nimi do łazienki...
- Co robisz? - Zapytał się Niall stojąc w drzwiach...
iągać...
- Bardzo dobre posunięcie...- Powiedział i znowu do mnie podszedł całując mnie czule. Okazywał mi w nim tak wiele emocji...
Położyłam się potem niewiem czy wykończona czy poprostu ciąża tak na mnie działa ale wiem że Niall położył sie obok mnie. Podjęłam dość zabawny temat.
- Chociaż dobrze całowała?- Zapytałam śmiejąc się
- Co? - Zdziwił się.
- No tamta....
- Aa.....Nikt nie może równać się z tobą...
- Ale szczerze....
- Nie...Była za bardzo natarczywa..- Śmiał się
- Ahha...Widziałam...- Zaśmiałam się sztucznie że niby nic ale jak wspomniałam tą chwile serce mi pękało. Chyba Niall to wyczuł bo odrazu mnie przytulił do siebie a potem szybko odleciałam....
No to jutro następna kontrola u John'a Davinsona.....A przez kilka dni tyle się u mnie zdażyło...
*Następny dzień*
Zapukałam do drzwi. potem lekko je otwarłam i weszłam.
- Kogo ja widze! Siadaj Joe i opowiadaj!
- Ale co mam dokładnie opowiadać?
- Myślisz że nie czytam plotek gwiazd z ostatniej chwili?
- A co?
- No...Widziano cie z Niall'em...
- No..Mam ci bardzo wiele do opowiedzenia...
Prawie jedym tchem wszystko mu streściłam...On tylko wybałuszył oczy.
- Ty to dziewczyno masz swoje przygody...
- Mam nadzieje że się skończą...
- Jakieś zawsze będą....a co z narkotykami?
- Wczoraj wysypałam je do zlewu...Nie chce ich widzień na oczy...
- Pokaż ręce.- odsłoniłam rękawy-..Hmm..Widzisz Joe..I tu się skończył dzień dziecka..Co to jest?
- A.. To...No wiesz jak się dowiedziałam że jestem w ciąży to troche mnie poniosło ale to nic poważnego...
- Nic poważnego? To ci zrujnuje życie Joe...Nie możesz tak robić. To nie jest wyjście z każdego problemu.
- To co mam wziąć butelke wódki i się opić? To jeszcze gorzej zaszkodzi dziecku....
- Nie..Najlepiej jest wszystko przemyśleć..Racjonalnie wyjaśnić i żyć dalej. Pan Bóg stworzył cię taką, i nadał ci jakąś historie...Najwyraźniej tak musiało być...
- Jeśli tak uważasz...To co niby mam zrobić jak będą złe dni? nie umiem cały czas myśleć jak to będzie...Jak już to mam same pesymistyczne scenariusze przed oczami i nic więcej. Wole już wziąć żyletke do ręki bo tak jest łatwiej...
- Wtedy popatrz się na twoje ręce...Nie dość że zostaną blizny i wspomnienia z nimi związane to jeszcze jak twoje dziecko będzie większe będzie pytało co to jest..Co powiesz? Miałeś się urodzić i dlatego się pocięłam?
- Ale ja nie pocięłam przez ciąże...! Pocięłam sie dlatego że myślałam że zostane samotną matką...
- No widzisz...A tu taka niespodzianka...Jesteś teraz z nim no nie?
- No tak..Niby tak ale kto wie jak to sie dalej ułoży?
Skończyliśmy rozmowe a ja już może troche przez John'a podbudowana udałam się do auta gdzie czekał przyszły ojciec mojego dziecka...
--------------------------------------------------
OCENY WYSTAWIONE! I POPRAWIŁAM FIZYKE!!!!
Ale nieważne...Ważne że woolnee <3
A rozdział już jest...Ale wydaje mi się że się nie udał...Ale wiem że następny będzie lepszy bo mam na niego pomysł <3
Jak myślicie...Jak to się dalej potoczy?
Cóż ja myśle że będe pisała jeszcze te opowiadanie dopóki nie skończą mi się pomysły na nowe przygody itp....Jak narazie jeszcze jakieś fajne pomysły mam ale niewiem czy wypalą ;/
A tak właściwie to chciałybyście abym po tym pisała jakieś jeszcze opowiadanie o One Direction?
A tak wogóle przepraszam że zanudzam i Dobranocc !!
  • awatar black.ivy❤: Tak. Zdecydowanie. Przysłowiowe "polać mu!". Oczywiście, że żartuję. Rozdział jak zwykle super! Niall słodki jak zawsze <3 Pisz, pisz ile wlezie. Realizuj wszystkie swoje pomysły, które przyjdą Ci do główki. Tym bardziej, że sprawia Ci to największą frajdę. Tak mi się przynajmniej wydaję. No i oczywiście, że ma się pojawić kolejne. Tu nawet nie ma o czym dyskutować. Tak! Ja też cieszę się, że oceny wystawione i teoretycznie koniec szkoły już nadszedł. Ja też poprawiłam fizykę :P Gratuluję Ci serdecznie i czekam na kolejny rozdział :)
  • awatar New Romantics ♥: Cudo <33
  • awatar Gość: Ten doktoerk dobrze gada !!! Mega rozdział !!! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
ROZDZIAŁ 69 (Hazza czuwa hahahah xD)
Zdziwiłam się okopnie....Był już blisko...A mi znowu poleciały łzy po policzku.
- Cori!.... - Przyiegł do mnie i wziął mnie na rece i zakrecił....- Kochanie przecież ja bym cię nigdy nie zostawił!! Kocham cię...A teraz też kocham nasze jeszcze nienarodzone dziecko - delikatnie dotknął mojego brzucha.
- Ale....Harry to zniszczy waszą kariere...I twoje życie....Nie chce tego...
- Ale to mnie nie interesuje....Jestem w stanie poświęcić wszystko dla ciebie i dziecka...
- Ale...
- Niema żadnego ale...To jest nasze dziecko i choćby niewiem co razem je wychowamy w szczęśliwej rodzinie....Kocham was - powiedział i mocno mnie do siebie przyciągnął i czule pocałował.
Fanki z boku klaskały i piszczały a ja napawałam się tą chwila...Jednak nie jest tak jak myślałam...
Naszczęście....
Razem pojechaliśmy do domu..Między czasie Harry mnie wypytywał.
- To dzisiaj byłaś właśnie u lekarza?
- Tak...W sumie nic nie podejrzewałam..Chcialam się tylko zbadać czy wszystko wporzadku....
- I 3 tydzień tak?
- Tak...Jesteś pewien że chcesz podjąć takie ryzyko?
- Jakie ryzyko?
- Zostania ojcem...wiesz ...wtedy nie będzie tak samo....Masz jeszcze czas aby podjąć decyzje.
- Co ty gadasz kotku? Kocham was nad życie i niemam zamiaru was nigdy opuszczać!!! Czemu tak mowisz?-zareztmał się na chwile Kiedyś naprawde byłem inny...Lubiałem imprezować, umaiwać się z dziewczynami co rusz inna...Ale potem zjawiłaś się ty...Na początku też myślałem o tobie jako ,,następna ładna łatwa laska'' Ale..Ty..Ty jesteś inna. Dzięki tobie się zmieniłem...Jestem bardziej odpowiedzialny...Widzisz ten tatuaż? - Pokazał mi tatuaż na nadgarstku małymi literami było napisane Cori i serduszko.
- HArry...Ja niewiem co powiedzieć...kocham cię... - Powiedziałam i złączyłam nasze usta w długim pocałunku. Było czuć że włożyliśmy w jego wszystkie nasze uczucia...
Wróciliśmy szybko do domu i ogłosiliśmy wszystko reszcie...Oczywiście wszyscy skakali z radości...ale...Zdziwiłam się że Joe nie było z nami.
- A gdzie jest Joe? - Zapytałam Niall'a.
- Niewiem co z nią..odkąd HArry po ciebie pojechał siedzi zamknięta w pokoju i się nie odzywa...
- Ja chyba wiem o co chodzi - powiedziałam i ruszyłam na góre...
Pukałam do jej pokoju...Nagle usłyszałam jej głos..
- Tak? Co znowu?
- To ja Cori otwórz!
Po chwili usłyszałam otwierane drzwi.
- Cori! Zgłupiałaś chyba żeby mnie tak straszyć!!!
- Czemu?
- I niby miałaś wyjechać bezemnie?
- Już wszystko wporządku..i wiesz? HArry jest chyba teraz najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi...
- A ja za to jestem jego przeciwieństwem.
- Joe..Ale to nie koniec świata..Założe się że Niall będzie szczęsliwy...
- Ale my nawet nie jesteśmy razem...!
- Ale się kochacie tak?
- No niby tak...
- Więc mu powiedz...
- Jak narazie nie...Wstrzymam się...
- Jak chcesz..W sumie to twoja sprawa ale chociaż zejdź na dół...
- no okay.....- powiedziała obojętnie
Zeszła razem ze mną jak ją poprosiłam.
- Joe! Czemu nam nie otwierałaś? - Bulwersował sie Niall
- Niemam humoru...- Powiedziała...
- Chyba nie chcesz nam powiedzieć że znowu.. - Wystraszyłam się że Joe znowu wciągała...
- Nie...Chyba że moze masz racje? Może mi to pomoże...Ktoś ze mną?
- JOe!!! - Wydarłam się
- Ja nie mieszam się ale to nie jest dobry pomysł na zwalczanie dołów.. - powiedział Liam.
- Ja chętnie spróbuje - Podniósł reke do góry Zayn...
- Tylko żartuje Zayn...Niemam zamiaru wplątywać was w takie gówno...I nie..nie brałam i nie będe brała. Wyrzuciłam co miałam...Ale dzięki za poparcie Malik...- z tym wyrzuceniem skłamałam bo nadal mam na wszelki wypadek...
- Nie strasz nas tak więcej..Już się wystraszyłem że będe musiał ci siłą je wyciągać abyś je wyrzuciła...- stwierdził Niall
- No widzisz...Jak tylko zechce moge zadzwonić do Trey'a który jest głównym dilerem. On mi załatwi co chce...Więc niema co...
- Jak nazwiecie syna lub córke? - Zapytał Louis
- Jak dziewczynka to Darcy!! - Krzyknął Harry
- Dobra..A jak chłopczyk to...David...
- Czemu David? - Zapytał Harry
- A czemu Darcy?
- Bo mi sie podoba
- No to masz odpowiedź.....
- A ty Joe? - Za późno ugryzłam sie w język
- CORI!!!!!!!!!!!!!!! - Zdenerwowana pobiegła do swojego pokoju.
Cholera co ja zrobiłam!!!!
- Cori?? Coś ty powiedziała? - Zapytał zdziwiony Niall
- Nic...- Udawałam że nic nie powiedziałam..
- Cori słyszałem co powiedziałaś. - Wtrącił Harry...
- Jak nic napewno nie będe mówiła...To Joe sprawa a ja głupis wygadałam...Szlag....
Nawet się nie oglądłam jak Niall zniknął i pobiegł do Joe.
- To prawda? - Pytał Harry
- Ale co?
- No że Joe też jest w ciąży?
- Zobaczysz...
*Oczami Joe*
JEstem teraz w dupie...Cori wypaplała..W sumie nie mam jej tego za złe bo wiem że to było nie chcąca ale jednak nie chciała aby wszyscy się o tym dowiedzieli...Chciałam troche jednak poczekać jak wszystko wyjdzie, jakie będą moje stosunki z Niall'em.
A teraz...Teraz to już niemam innego wyjścia jak mu wszystko powiedzieć...

Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi...I to takie natrętne...Zapewne był to Niall
Nie namyślałam się nawet tylko poprostu go wpuściłam.
- Joe..Mogłabyś mi coś wyjaśnić?
- Ale co...?
- Nie udawaj głupiej...Słyszałem co mówiła Cori...Czy to prawda...
Najzwyczajniej w świecie się popłakałam i siadłam zrezygnowana na łóżku kryjąc twarz w dłoniach.
- Joe...- Niall usiadł i objął mnie ramieniem. - Kogo to dziecko...?
- Niall..Chyba nie uwarzasz mnie za puszczalską...Nie spałam z nikim..
- To niby jak to się stało że jesteś w ciąży?
- To jest 5 tydzień...Niema innego kto mógłby być ojcem dziecka...Jak juz mówiłam spałam tylko z tobą...
- Joe to nie możliwe...Przecież my się zabezpieczaliśmy....
- To sobie przypomnij ostatni raz przed tym jak straciłam pamięć...
Blondyn uśmiechnął się na wspomnienie tej chwili...'
- To były dobre czasy....
- Więc dziecko jest twoje...Więc jak tylko powiez to się wyniose i mnie nie zobaczysz...
- Czyli...Czyli ja będe ojcem..Boże...będzie mały Horanek..Boże... - Blondyn wstał i skakał po całym pokoju...
- Cieszysz się? - Zapytałam zdziwiona
- No a co! Ciesze sie jak głupi!!!
- Ale...Przecież nie jesteśmy razem...
Niall podbiegł do mnie i wziął mnie na ręce..
- To już jesteśmy....
- Ale...
- Niema gadania Joe...Teraz będziemy mieli dziecko.
- Dziękuję...
- Za co?
- Za to że mnie nie zostawiłeś na lodzie..W takiej chwili...
- Nawet niewiesz jak bardzo jestem szczęśliwy! Będe ojcem! - Niall póścił mnie i krzycząc ,,Będe ojcem'' biegał po całym domu....
Teraz może wszystko sie ułoży....
----------------------------------------------
Hey! Jak tam u was oceny? Wiecie wystawianie ocen itp xD U mnie tak sobie ale nie poprawiłam chemii..Mam 2 oraz z matmy też Niewiem też czy uda mi się poprawić fizyke ale bądźmy dobrej myśli xD
No i następny rozdział skończony...Niewiem ale mi się podoba tak sobie a wam?
To na tyle ale jeden plus na pingerze to taki że właśnie się skapłam że licznik mi się odciął xD hah xD
A przy okazji Dobranoc i kolorowych snów!!
  • awatar ' SkyFall. ' ♥: cudowne <3
  • awatar black.ivy❤: ja jestem właśnie w trakcie poprawiania, jeżeli chodzi o oceny. masakra jakaś...już powinnam się plażować, a nie do szkoły chodzić. ale tak to jest, opieprzać się przez cały rok, a potem nadrabiać go w tydzień :P rozdział super! to fajnie, że Niall i Harry dowiedzieli się, że będą ojcami. i fajnie, że tak na to zareagowali. w sumie...nie dochodziło do mnie, że mogłoby być inaczej. czekam na następny ;)
  • awatar A'nasa ♥: Ooooo. Ojciem zostanie <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
ROZDZIAŁ 68
- Więc moge pogratulować..Jest pani w 5 tygodniu ciąży... - Niewiem czy gorsze było to że mi pogratulował czy uznał że jestem w ciąży...Moje objawy to jednak dziecko..Ale teraz myśle sobie że nawet fajnie...Ja..<przęłkłam śline> Będe miała dziecko...Pogłądziłam lekko mój brzuch który jeszcze był mały...
Wyszłam z gabinetu ni smutna ni zdołowan ani nie szczęśliwa...Zdjęcie USG małego bądź małej schowałam do terobki głęboko bo jak narazie jednymi ludźmi którym powiem o tym to Cori, Oczywiście lekarz i ja..no i dziecko w sumie....
Do gabinetu weszła Cori nie pytając mnie o nic ale wzrokiem powiedziała ,,jak wyjde to wszystko mi powiesz''.
Ale Cori nie wyszła specjalnie szczęśliwa...Siadła na krześle, schowała twarz w rękach i zaczęła płakać...Byłam bardzo zmieszana...Co jej? Może dowiedziała się że coś jej jest?
- Cori..Co się stało?
Ona wstała i powiedziała...
- powiem ci w samochodzie....- I wyszła.
W samochodzie wygodnie usiadłam i ponownie zapytałam o co chodzi...Ale Cori zaczęła szlochać.
- Harry już nie będzie mnie chciał!
- Ale o co ci chodzi?? Jesteś bezplodna?? - Wystraszyłam się...
- Wręcz przeciwnie Joe..Ja jestem w 3 tygodniu ciąży!! Ja..ja nie chce Joe...Co ja teraz zrobie?
- To możemy sobie podać ręce bo ja jestem w 5.....
- Naprawde??
- Tak...A teraz nie histeryzuj...Harry napewno będzie cie chciał..Ciebie i twoje dziecko...
- Ale to przeszkodzi mu w karierze..
- Tobie też Cori..Mnie też...
- Ale ich kariera jest troche ważniejsza chyba...
- Niewiem...
Pojechałyśmy do domu, i ani jednym słowem przez podróż się nie odezwayśmy....
- To mówisz HArry'emu? - Zapytałam
- Niewiem..A ty Niall'owi?
- Nie..Jeszcze nie teraz...
I wyszłyśmy z samochodu...Chłopców akurat nie było...Musieli jechać...Jakieś sprawy ich nowej płyty musieli omówić jeszcze...czy coś...Ja poszłam na góre się położyć i wszystko przemyśleć...
Co ja teraz zrobie? A jak Niall nie będzie chciał tego dziecka? To moje dziecko nie będzie miało ojca..Niewiem jakiej się spodziewać reakcji od Niall'a...Naprawde niemam pojęcia..
Teraz jeszcze pytanie gdzie ja będe mieszkać, i jak żyć...Moja i Cori kariera runie w gruzach...To ładnie..Joe Greene - piosenkarka i samotna matka.. poprostu świetnie...Czarne scenariusze przemykały pomiędzy moimi myslami...Aż wkońcu zasnęłam.
Dwie godziny później się obudziłam już być może zdolna do życia..
Poszłam na dół gdzie spotkałam chłopców..Harry był jakiś załamany a chłopcy zmartwieni...
- Co jest? - Zapytałam. W odpowiedzi otrzymałam karte papieru. Odrazu rozpoznałam pismo Cori.
Drogi Harry...
Przepraszam ale musze to zrobić...Opóścić cię...Obiecuje że kiedyś się napewno spotkamy...Niestety nie moge powiedzieć ci co jest tego powodem ale jest ciężki....
Powiem tyle że wpłynęło by to ogromnie na twoje życie. Joe wie o co chodzi...Niech ci powie ale wtedy mnie już nie szukaj..Pewnie dawno będe w ...Nieważne gdzie...
Kocham cię, zawsze będe cię kochać Harry
Twoja Cori
- Możesz mi wytłumaczyć o co chodzi? - Zapytał zdenerwowany Harry wstając z miejsca....
- Bo...To nie takie łatwe..Najpierw sobie siądź....
Jak kazałam tak zrobił...
- Bo Cori...Uhh...Byłam z nią dzisiaj u lekarza i ona...Ona jest w ciąży...
- W ciąży? Z kim? Ze mną?
- Nie kur*a z księdzem jakbyś nie wiedział...
- O japierdziele.....Powtórz ....Poprostu nie wierze..Będą małe Stylesy...
- Cori jest w 3 tygodniu ciąży...Z tobą oczywiście baranie...
- O matko!!! Słyszycie!!!! Będe tatą!!! AAa będą małe Styleski na świecie!!!! A wy bedziecie wujkami!!!! - Harry skakał z radości i przytulał chłopców.
- No graculacje Haroldzie - powiedział Liam
- Nie tylko Styleski - powiedziałam do siebie..
- Co? - Zapytał Harry
- Nic nic....... A więc HArry zapieprzaj na lotnisko po Cori... Myślała że będziesz zły i nie będziesz chciał tego dziecka...Naprawde się tym załamała...
Harry szybko wyleciał jak oparzony z domu i tyle go było widać...
Cóż mam tylko nadzieje że Cori jeszcze nie wyleciała...(Zapewne do Polski) Bo niewiem ile spałam dokładnie po tym jak wyszła....
A jednak Cori się myliła...Harry był bardzo szczęśliwy że zostanie ojcem...Nie byłam tylko pewna jak powiedzieć to Niall'owi ze względu na to, że juz nie jesteśmy razem a w ciąże zaszłam jak z nim jeszcze byłam...Bo to wszystko trwa 3 tygodnie i dwa tygodnie wczesniej przed tym jak straciłam pamięć jeszcze z nim spałam...przynajmniej tyle sobie przypominam i wiem na 100 % że z nie piłam na tyle czy może nie ćpałam na tyle aby nie pamiętać ze byłam w takiej a nie innej sytuacji z kimś innym. Bo wkońcu jestem w 5 tygodniu.
I jak ja mam to wszystko powiedzieć Nial'owi?? Jakieś podpowiedzi?
No chyba że mu wigóle nie powiem ale wtedy...Wtedy ja będe musiała podjąć się wyjechania od niego jak najdalej a w jeszcze gorszym przypadku powiedzieć mu że to jest dziecko kogoś innego i wyjść na jakąś puszczalską......
*Oczami Cori*
Bałam sie jego reakcji...Bałam się że mnie u dziecko odrzuci i bardzo ta wersja mi nie pasowała..Więc postanowiłam wyjechać do Polski...Jak dla mnie to dobry plan w takiej sytuacji..w przyszłości może jak Harry będzie miał swoją rodzine moje dziecko pozna ojca...Ale teraz...Kiedy ma kariere? Nie chciałam teraz zostać matką...Ale niestety stało się i nie moge tego odwrócić a o aborcji nie ma nawet mowy...
Stojąc przy barierce (byłam ostatnia) Myślałam tak o tym wszystkim i chwyciłam się za brzuch...I pmyśleć że tam własnie formuje się życie...Ale...Ale ja nie jestem gotowa! Czy nie może byc tak że jak chce się zostać matką to wtedy można zajść w ciąże? Wtedy nie było by głupich zabezpieczeń których czasem poprostu się zapomina...Bez których jest więcej przyjemności itd...Ale nie kur*a...Bo po co xd
Kolejka była bardzo długa a ja stałam oczywiście na samym jej końcu...
Nagle w mojej głowie usłyszałam znajomy głos który mnie wołał.
- Cori!!! Cori!!! - To był głos Harry'ego..Tak realny ale nie...to przecież nie możliwe....Jak Joe już mu powiedziała to zapewne mógł sie zdenerwować i tyle...
- Cori Cori!!! - Tym razem już wiedziałam że nie miałam zwidów tylko Harry naprawde do mnie biegnął...O matko on do mnie biegnął!!
--------------------------------------------------
Kurde...Ten pinger już mnie poprostu dobija. Albo jakieś 504 czy coś i że przerwa i trza odświeżać albo nieda się dodać postu...
Ale nieważne... Następny rozdział już jest...Więc? Jaka opinia?
  • awatar A'nasa ♥: Fajny rozdział choć nie czytałam od początku. Ale i tak mogę stwierdzić , że masz talent. Zapraszam do mnie, również piszę :)
  • awatar Another Life....: @♥Everything About You♥: hahah no u mnie też 404..Kurde wszystko naraz xD
  • awatar ♥Everything About You♥: Jej! Ona jest w ciąży. One obie są w ciąży, awww! ' O matko!!! Słyszycie!!!! Będe tatą!!! AAa będą małe Styleski na świecie!!!! ' - Hahahahahahahaha, jebłam xd A ty idiotko, gadaj z Niall'em, przeciez on się ucieszy! ♥ Bozui, strasznie mi się ten dział podoba, kocham cię! ♥ --- Hahahahaha, u ciebie 'błąd 504' ? U mnie 404 xoxo Mnie też to denerwuje -.-
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
ROZDZIAŁ 67
Nastęony dzień był poprostu okropny.....Okropnie bolał mnie brzuch i miałam zawotu głowy..Założe się że to przez wczorajszą obrzerkę w Nando's....Szlag by to trafił...Abym nie była chora bo musze jutro być....Nie będzie to fajny dzień i nawet nie chce iść ale zrobie to..Zrobie to dla Grey'a....
Poszłam do kuchni aby się napić wody i Cori odrazu skapła sie że coś ze mną nie tak...
- Co co jest Joe?
- Źle się czuje i chyba zaraz..... - Nie dokończyłam bo poleciałam szybko do łazienki....
- Joe!!!! Może zawioze cie do lekarza?
- Nie...Pewnie się zatrułam....To nic wielkiego.... - Szybko umyłam zęby,przepukałam twarz i poszłam do zamierzonego celu - po szklanke wody...
- Dobrze się czujesz - Pytał Liam tym razem..
- Nie...Okropnie...
- Może pojedź do lekarza...
- Pewnie jakieś zatrucie...tyle...
- Aha ok..Ale jakby co to mów to cię moge zawieźć ok?
- Spoko..Dzięki.- Dobrze że mam przyjaciół którzy zawsze cię wesprą i jakby co wywiozą do lekarza xd
NAszczęście popołudniu już lepiej się czułam....Bóle brzucha zeszły i już nie miałam żadnych zawrotów...ufff....Może juz przeszło to całe zatrucie? Albo na chwile ustąpiło...
- To co Cori jedziesz ze mną na pogrzeb jutro? - Zapytałam się przyjciółki...Teraz w kuchni było mega tłoczno...Każdy przyszedł robiś sobie coś do jedzenia..
- Więcej was tu matka nie miała? - NAgle poczułam że się uginam, Mam okropne zawrotu głowy i upadam na ziemie...Czuje jeszcze tylko jak chłopcy mnie łapią......
Otworzyłam powoli oczy...Leżałam na sofie w salonie i spostrzegłam że tak to ujme gapiów....
- Joe!!!! Powiesz nam co się stało? - Zdenerwował się Niall
- Niewiem...Zemdlałam
- Tyle zdążyliśmy się zorientować.... - Uznał zirytowany Louis
- Niewiem....To było takie nagłe.....
Potem wszyscy jakoś się rozeszli a ja dla bezpieczeństwa poszłam do mojego pokoju się położyć....Po chwili weszła do mnie Cori..
- Jak się czujesz ?
- Dobrze....
- Ja cię nie chce straszyć ale...Ale to nie wygląda kochana na jakieś zatrucie pokarmowe...
- To niby co? - Popatrzałam na nią przez chwile z niezrozumieniem....Ale potem zorientowałam się o co jej chodziło...
- Co to to nie...Nie spałam z nikim odkąd nie jestem z Niall'em...
- Ale ja ci nie mówie że to ma być dziecko jakiegoś kolesia....Wiesz Niall może być ojcem...
- W sumie..Ale nie to nie możliwe...Zabezpieczaliśmy się...
- Ale czy napewno? Przypomnij sobie wszystko Joe...To ważne...
- To niemożliwe.... - Nie chciałam przyjąć sobie do świadomości takich rzeczy...- Napewno nie...
- Jak chcesz ale ja na twoim miejscu poszłabym do lekarza....
- Ale jutro nie moge nawet...
- To pojutrze....Joe myśle że to może być prawda...
- Niewiem...Może...
Usnęłam z wrażeń...Ale ja niechce zostać matką tak wcześnie...Nie chce mieć teraz dziecka....To jasne że kiedyś z Niall'em planowaliśmy sobie przyszłosć...Założymy rodzine i będziemy wogóle szczęśliwi razem i będziemy mieć piękny dom...Ale to są marzenia a jesteśmy w rzeczywistości....Przyrko mi ale jestem realistką....A czasem nawet pesymistk.....
Musze pójść do lekarza....Sprawdzić bo jeżeli...Jeżeli to będzie prawda to co ja zrobie? Podejde do Niall'a. ,,Hej Niall właśnie okazało się że azem będziemy mieć dziecko więc d**y w troki przeprowadzamy się i tworzymy piękną rodzine..'' Niestety po raz drugi powtórze - To cholerna rzeczywistość...
Ale teraz koniec z tym...Nie chce nawet o tym myśleć....
Nazajutrz rano przyszykowałam się. Ubrałam się na czarno, wieniec już miałam kupiony, wszystko jest...Cori jedzie ze mną a chłopcy zostają....W sumie nawet odbrze..Pobęde troche sam na sam z nią....
Na pogrzebie jak na pogrzebie...dużo wylanych łez, słów itd....Mimo wszystko nie poszłam na stype...Nie chciałam kłócić się z Susie że była taka okropna w taki dzień. No bo jak można przyjść na pogrzeb swojego chłopaka z jakimś fagasem? Trzymała go za ręke i to było okropne...Nawet płakać mi się chciało z niej...Jak można być tak pustym człowiekiem? Takim...hmm...Pustakiem? Tak to właściwe określenie na takich jak ona...
Spowrotem jak wracałyśmy Cori podjęła znowu ten temat....
- To idziesz jutro do tego lekarza?
- Tak...
- To ide z tobą...Przy okzaji też się zbadam..
- Po co?
- Dawno nie byłam...Tak poprostu się sprawdzić...
- Ahha..Rozumiem...To jedziemy razem?
- Jasne....
Jakoś tak zeszła rozmowa a bałam się tylko jutra...Miałam w głębi nadzieje że to tylko jakieś jaja....Że to zatrucie a nie...A nie ciąża....
*JUTRO*
Byłam już przyszykowana... Ogółem miałyśmy być tam na 100 ale lepiej jechać wcześniej aby zająć miejsce...
- Gotowa? - Zapytała Cori w samochodzie
- Psychicznie czy fizycznie...
- Tak i tak...
- Psychicznie ani troche a fizycznie da rade...A ty?
- Ja się niemam czym przejmować i stresować...Jade tylko na kontrole...
- No tak...Zapomniałam...

- Joanne Greene - Zawołał głos w głośniczku na korytarzu...Tak to oznaczało że teraz jest moja kolej....Cała się dosłownie trzęsłam...Aż nogi mi się uginały.
Lekarz zrobił badania USG.Jeżdził mi jakimś kółkiem po brzuchu oraz smarował jakimś kleikiem. Cały czas patrząc na ekranik nade mną. Wydrukował coś jeszcze i zapisał. Po jakiś 10 minutach już pewny odpowiedzi usiadł przy biurku czekając aż ja też zaraz usiąde naprzeciwko mnie...
- Więc? - Zapytałam....
-----------------------------------
Po dość długiej nieobecności kolejny rozdział gotowy !!!! Podoba się?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
ROZDZIAŁ 66
*Oczami Joe*
Wpakowałam się w niezłe gówno...Kończe z tym. Boje się że przez to może sie ze mną stać to co z Greyson'em....W szufladzie mam jeszcze jakieś trzy torebeczki tak na wszelki wypadek ale jak narazie się ich nie tykam. A co jest najgorsze w tym wszystkim? To że wszyscy już o tym wiedzą...A jeszcze gorsze jest to że Niall o tym wie...Jest mi troche wstyd za to ale to nie moja wina...A może moja?
Można powiedzieć że wczoraj coś we mnie pękło...Od kiedy dowiedziałam się że Greyson przedawkował zrozumiałam jakie jest ważne dla mnie życie...Przez jakieś głupie kłótnie straciłam również Niall'a...Niewiem czemu ale mimo że wiem że to wszystko przeze mnie będe chciała przynajmniej naszą przyjaźń odbudować...Już chce o wszystkim zapomnieć i przynajmniej go przytulić ale to jednak troche za dużo...Chce jutro ze mną porozmawiać w czery oczy...Boję się z nim rozmawiać.. Wtedy byłam taka chamska i wogóle a teraz? Jakby nic się nie stało...Może powinnam iść do jakiegoś psychologa? Ja naprawde niewiem co czuje, gubie się we wszystkim i już mam dość...Wszystkiego...
Jeszcze czeka mnie rozmowa z: Cori, Zayn'em i pewnie z chłopcami. Bo napewno Harry wie...Który powiedział Zayn'owi....Bo jest moim przyjacielem..
JEszcze pomyśleć jak ja ich zaniedbałam...Wszystkich swoich przyjaciół...
Serce powoli naprawde mi pęka....Chce aby Caleb wogóle nie przyjechał, nie było by kłótni i tych innych spraw, nadal byłabym szczęśliwa z Niall'em i byłoby dobrze...
Przyznaje że przez jakiś czas mówiłam sobie: Nienawidze go, nie chc go znać, nigdy już z nim nie będe....
To były bzdury....Jeśli chodzi o moje uczucia do niego to nic się nie zmieniło.
Ale koniec z tym gadaniem o mnie...bla bla bla jaka ja jestem biedna....
Wstałam rano z łóżka i odrazu tego pożałowałam. Musze przyznać że nie mało wypiłam wczoraj tego Danielsa...Głowa mi pękała. Przypomniałam sobie wczorajsze rozmyślenia i postanpwiłam napawde zapisać się do jakiegoś psychologa...Może naprawde go potrzeuje a tego niewiem? Może on mi coś doradzi?
Pojutrze jest pogrzeb Greysona...Musze przyznać że nie chce iść tam sama...Może poprosze aby Cori ze mną poszła? Albo może Zayn? Napewno nie czułabym się tak źle...W sumie tylko ja znam tak naprawde całe życie Greyson'a. nawet Trey i Klaus jego przyjaciele tyle o nim nie wiedzą...Jednym zdaniem miał Przeje**ne życie...
Wstałam ociężale z łóżka i poszłam na dół w potarganych włosach i za dużej koszulce z Free Hugs która niegdyś należała do Niallera....Co? Była bardzo wygodna!
- Hey Joe - Powiedziała Cori - Jak tam?
- Do d**y a jak ma być?
- Niewiem...Co dzisiaj robisz?
- Mam zamiar zapisać się do psychologa....
- Po co?
- Mam mnóstwo problemów....Może mi pomoże...
- Możemy pogadac? - Wiedziałam że za niedługo takie właśnie pytanie padnie...
- Jasne,...
- A więc...Pokaż ręce...
Jak mnie poprosila odsłoniłam ręce....Były tam tylko rany...
- Stare - powiedziałam
- Ale zawsze....Nie możesz tak robić Joe!
- Będe robiła co będe chciała...
- Ok....Wiem Joe również że bierzesz...Skąd masz?
- Wiem że wiesz...Dobra...Powiem ci wszystko - postanowiłam
- Prosze....
- Poznałam takiego Greyson'a i jego przyjaciół...To on mi pomógł i wogóle i pokazał jak zerobić aby nie mieć doła...Dał do spróbowania a potem czesem od niego brałam...Bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało..Naprawde stał się moim przyjacielem ale ostatnio chodził taki blady i wyczerpany...A...- Łza spłynęła po moim policzku.. - Wczoraj dowiedziałam się że przedawkował i zmarł.....
- O jezu...Joe - Cori do mnie podeszła i mnie przytuliła - Przyrko mi...
- Mam do ciebie prośbe...Pójdziesz ze mną pojutrze na pogrzeb? Wiem troche głupie pytanie ale nie chce być sama z jego zarozumiałą dziewczyną....
- Oczywiście...Niema sprawy...A jak z Niall'em? - Zapytała...
- Powiedzmy że dzisiaj mam z nim pogadać....Wczoraj z nim sms'owałam i pojechal za mną do klubu....Jednym słowem chcemy zostać prynajmniej kumplami...Jak narazie musi to wystarczyć...
- Czyli już nie będziecie razem...
- Nie mam pojęcia...Chciałabym ale jest to chyba znikome...
- Szkoda...Przecież tak bardzo się kochaliście....
- Nadal tak jest..
- Co?
- No ja go kocham....A on napisał mi wczoraj że on też mnie nie przestał kochać..To jest takie skomplikowane...
- Wiesz gdyby nie Caleb....Było by wszystko wporządku nie?
- Właśnie...Ale co się stało to się nie odstanie....
Zjadłam śniadanie, usiadłam w salonie i postanowiłam poszukać najlepszego psychologa w okolicy.
- Co robisz? - Zapytał się mnie znajomy głos
- Numeru telefonu...
- kogo?
- Niewiem jakiegoś psychologa....
- NA co ci psycholog?
- Jakbyś nie znał mojej sytaucji - powiedziałam do niego...
- No..Cori mi mówiła...Spokojnie nie mówiłem Louis'owi i Liam'owi..- Powiedział mulat
- To niema żadnego znaczenia...Sama im powiem...
- Mam jechać z tobą?
- Poradze sobie...Juz mam adres i numer - zapisalam wszystko na kartce i poszłam na korytarz założyć buty.
- Gdzie jedziesz? - Przylazł Niall...
- Gdzieś...
- Jade z tobą...
- Umiem prowadzić...
- Powiedziałaś że pogadamy więc jade i koniec kropka... - Pwoiedział i wpakował się na miejsce pasażera do mojego auta..
- O czym wogóle mamy rozmawiać...? - Zapytałam....
- O wszystkim..O nas...O nas przedewszystkim...
- Chyba sobie wszystko wyjaśniliśmy..
- Wcale nie...Mieliśmy dzisiaj pogadać..
- Ok...To zaczynaj... - Zatrzymałam się na światłach...
- Wiesz..Byłem głupi...Wiem że nigdy nic nie czułaś do niego ale ja już taki jestem..okropnie zazdrosny o kogoś kogo bardzo kocham...Nie myśl że już tak nie jest....Bo choćby niewiem co nadal cię kocham....
- Ja....
- Wiem możesz mi nie wierzyć ale nie kłamie...Kocham Cię Joe....
- Ja ciebie też ale jak narazie jakby co zostanmy przyjaciółmi co?
- Niema sprawy....- Powiedział i podał mi dłoń...Którą z wielką chęcią uścisłam. W głębi duszy wcale mi nie psaowało to że mamy zostać przyjaciółmi ale jak narazie niemam innego wyjścia.
- Dzieńdobry w czym moge pomóc? - Zapytała miła pani w recepcji.
- Chciałabym zapisać się do doktora Davinsona...
- Akurat teraz niema żadnych pacjentów więc napewno pan Davison panią przyjmie z wielką chęcią..
- Dziękuję bardzo...Chciałabym się zapisać na jakiś dłuższy czas...
- A ma pani może jakieś skierowanie? - Zapytała
- Nie..,Przyszłam tu z własnej inicjatywy..
- Dobrze, więc po pierwszej wizycie podpisze pani dokument i zapiszemy Pierwsza jest za darmo a reszte jakoś sie uzgodni dobrze?
- Niema sprawy..A gdzie jest pokój doktora?
- Numer 21...Prosto i w prawo..
- Dziękuję..Dowidzenia.. - Powiedziałam i poszłam a za mną Nialler.
- To ja będe tu na ciebie czekał przed wejściem..Dobrze?
- Jak chcesz..- Uśmiechnęłam się i weszłam...
Przywitałam się...Potem zapytał mnie dlaczego do niego przyszłam...Muszę przyznać że jak na psychologa całkiem ładny a do tego nawet młody bo 27 lat to nie tak stary. Kazał mi móić na siebie John....
Potem opowiedziałam mu całą swoją historię od początku do końca nawet to jak Niall mnie śledził i tak dalej..
- ...I niewiem co mam teraz robić....Bo on powiedział że mnie kocha mimo wszystko a tamto to była pomyłka...
- Każdemu należy się druga szansa...
- Ale on już dostał drugą szanse....
- No to nieźle ale już chyba komuś to kiedyś mówiłem...Komuś kogo kochasz należy się nawet milion szans..No chyba że jest skończonym d*pkiem...
- Nie..Właśnie Niall taki nie jest....
- Twoja sytuacja naprawde nie jest świetna..Musisz naprawde wszystko sobie poukładać, i prosze cię abyś już nie zażywała narkotyków...One ci w niczym nie pomogą....Tylko sprawiają że jesteś otepiona i głupia...Przepraszam za wyrażenie ale wiem o nich co nie co..Oraz cięcie też nic ci nie pomoże...
- Może masz racje..Ale wcześniej wydawało mi się że jednak uśmieżają ból który czuje we wnętrzu...
- To się myliłaś...Przychodź do mnie dwa razy w tygodniu..W poniedziałki i piątki dobrze?
- Niema sprawy...Dobrze mi się z tobą gada..
- Wiem..Wkońcu jestem psychologiem...A tak na marginesie...Dasz mi autograf?
- Jasne...Dla kogo?
- Dla mnie...- Uśmiechnął się i wręczył mi kartke papieru oraz długopis...
- To cześć i dziękuję..
- Czekaj ja teraz też jade do domu...Wyjdziey razem...
- Ok...- Poczekałam i razem wyszlismy...Niall'a nie było na korytarz więc pomyślałam że już do domu mógł pojechać...
Na zewnątrz on skierował się do swojego auta a ja do swojego. Obok mojego Niall stał oparty....Niczym Edward ze Zmierzchu xD
Skinieniem głowy powiedziałam mu że to właśnie jest Niall..On się tylko uśmiechnął.
- To do piątku Joe - pomachał mi i wsiadł do swojego auta a ja poszłam do swojego...
- Przepraszam Joe ale musiałem wyjść na zewnątrz...A tak ogółem to sorry że spytam ale co to za koleś?
- To właśnie jest mój doktor...młody no nie?
- Noo...Pewnie jakiś nie doświadczony...
- Własnie nie....Nieźle się z nim gada....Ale spokojnie nie w moim typie....
- Ufff - Niall teatralnie starł niewidzialny pot z czoła.. - Już się wystraszyłem..To co teraz robimy?
- Ja jade coś zjeść niewiem jak ty...
- Pytasz się MNIE czy jade coś zjeść? I to jeszcze z tobą?
- Tak....
- Z tobą jeszcze chętniej....
- To ejdziemy do Nando's ma się zrozumieć?
- Tak....
Świetnie sie bawiliśmy w NAndo's i nawet doszło do tego że rzucaliśmy się jedzeniem...Może John ma racje? Należy mu sie następna szansa? Bardzo trudne....
--------------------------------------------
Uff..No to już następny gotowy! I jak się podoba? NAszczęście już mam pomysły na następne rozdziały! Więc codziennie powinnam dodawać jeden nowy rozdział ale nic oczywiście nie obiecuje ;/
Jeśli macie jakieś obiekcje czy cokolwiek dotyczącego dalszych części opowiadania to piszcie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
ROZDZIAŁ 65
Szybko odłożyłem pamiętnik na miejsce w trzeciej szufladzie w nocnej szafce i wskoczyłem pod łóżko....Bałem się nawet oddychać aby nie odkryła że jestem w jej pokoju.
- Cholera jasna! - Zdenerwowana szlochała i padła na łóżko...Zastanawiałem się o co chodzi, ale niestety nie mogłem wyjść i się zapytać o co chodzi i jakby co ją pocieszyć.
Nagle usłyszłem jej telefon...
- Halo? - Odebrała... - Wiem już wiem Susie...Dzisiaj się spotkałam z Trey'em i Emily....Mi też jest z tym źle ale sam sobie zrobił takie świnstwo....Powiedz mi jedno....Kiedy jest pogrzeb?.....Dobra zaraz do ciebie przyjade to pogadamy...Nie jeszcze nie...Nie jestem w stanie brać w takiej sytuacji naprawde a ty?...To dobrze....Jest u ciebie Klaus?...To dobrze ja zadzwonie jeszcze po Trey'a i Emily to się spotkamy i jeszcze obgadamy wersje pogrzebu....A zawiadomiłaś jego rodziców?....Teraz to się otrząsneli ale dobrze że przyjadą....Wiesz że ja zrobir wszystko aby dobrze go pożegnać....Wiem Susie, mi też jest strasznie źle bo był moim przyjacielem....To on pomógł mi wkońcu wyjść z dołka mimo że nie zawsze był w stanie ale i tak był świetny....Dobra nieważne zaraz będe....Pa...- Rozłączyła się i otworzyła jakąś szuflade....Nie jestem pewien ale możliwe że właśnie pamiętnik...
Zaczęła coś pisać...Płakała a ja wiem co się stało....Z jej słów wiem wszystko...
Greyson nie żyje...Pewnie przedawkował. A Susie to jego pdziewzyna której Joe nie lubi. A teraz do niej jedzie....Dobrze że wszedłem pod łóżko bo przynajmniej wiem o co chodzi...
Potem wzięła telefon do kieszeni i wyszła....Odczekałem chwilke i również wyszedłem spod łóżka, wziąłem jej pamiętnik, który teraz leżał na łóżku do tylnej kieszeni spodni i postanowiłem, że będe ją śledził....
Wyjechałem minute po niej i za nią jechałem. 10 minut później była na miejscu a ja zaparkowałem troche dalej i czekałem aż skończy się to spotkanie....
Pół godziny później wyszła ale nie skierowała się w strone domu tylko wprost przeciwną...Również postanowiłem za nią pojechać.
Zatrzymała sie przed jakimś obcym mi klubie i weszła do środka...Pare minut później zrobiłem to samo.
Zobaczyłem ją jak siedzi przy barze i jacyś kolesie się kręcą wokół niej...I napewno nie byli to jej ,,koledzy''.
- Zostaw mnie w spokoju idioto! - Denerwowała się Joe...Ja siedziełem trochę dalej prz stoliku i się jej przyglądałem...Można powiedzieć że pilnowałem jej bez jej zgody...Tak to dobre określenie...
- Co laluniu się tak opierasz? Może się przejdzesz ze mną na spacer?
- Wal się d*pku
- Mmm...Jesteś niegrzeczna...Już mi się bardziej podobasz.
- Zrozum że dla mnie jestes nikim...Odejdź ode mnie zanim ci coś zrobie....I niby czego ode mnie chcesz?
- To zależy jak to odbierasz....
- Dobra nieważne nie interesuje mnie to i tak nie masz u mnie szans...
- Co tu robisz sama?
- Dołuje się i popijam whisky nie widać?
- Czemu sama?
- Nie będe sie spowiadała takiemu typkowi jak ty który bajeruje dziewczyne aby potem się z nią przespać...Wybacz ale ja nie jestem jedną z nich...
- Zobaczymy...
- co?
- Nic...Postawić ci drinka?
- Jasne...Przyda się jeszcze troche procentów...
Wszystkiemu się przyglądałem ale jakoś mi nie pasowało że nagle zrobił sie taki miły...Nagle przyuważyłem jak do zamówionego dla Joe drinka wsadza jakąś pokruszoną tabletke...
Potem pokryjomu miesza i zanosi Joe....
- Dzięki - wzięła od niego drinka i miała już go wypić kiedy...
- Joe!!! nie pij tego!!! - Podbiegłem do niej i wyrwałem jej szklanke tłukąc ją....
- Niall!? Co ty tu do cholery robisz?
- Właśnie i czemu rozbiłeś jej drinka? - Zapytał ten koleś pełen obawy że wszystko widziałem...
- Siedziałem niedaleko i widziałem jak ten gość wsypuje ci coś do szklanki....
- Dobra chłopaki idziemy... - powiedział i zamieżał już iść....
- Czekaj - powiedziałem a kiedy sie obrócił...Przyłożyłem mu...Ja też w to nie wierze ale musiałem... - Takich d*pków jak ty jest za dużo na tym świecie...
- kiedyś cię dorwe - powiedział i wyszedł...
- Niall!!! Co tu wogóle robisz?
- Musiał dostać...Przepraszam, juz jade...
- Czekaj...Co ty tu robiłeś?
- Wpadłem do tego baru i zobaczyłem ciebie - skłamałem
- Niall...Sorry ze ci to powiem ale nigdy nie umiałeś kłamać...
- Okay okay....Przyjechałem tu za tobą...
- Po co?
- Aby cię chronić...
- Nie potrzebuje ochrony....
- Właśnie widać...Założe się że chciał dać ci tabletke g**u...
- Trudno...
- Trudno?....Przespałabyś się z nim i nawet nic byś nie pamiętała!
- Co z tego? Jaka różnica? Teraz był Greyson a potem będzie moja kolej....
Wiedziałem o co jej chodzi ale musiałem usawać że nie
- Czemu teraz Greyson...? O co chodzi?
- Nie udawaj że nie wiesz....Wiecie o wszystkim...Myślisz że nie zorientowałam się że grzebaliście mi po półkach?
- Skąd...?
- Po pierwsze pamiętnik miałam w drugiej szufladzie a po drugie wiem że siedziałeś pod łóżkiem i czytałeś mój pamiętnik...
Poczułem że się czerwienie...
- Przepraszam...
- Jaka różnica? Przecież wszystko wiesz....
- Przepraszam....
- Za co przepraszasz Niall?
- Za wszystko...spieprzyłem...
- W sumie to moja wina...Jak będziesz w domu przeczytaj ostatni wpis w moim pamiętniku... - Wstała i wyszła z klubu....Była jakaś taka opanowana, wycieńczona i blada.
Wybiegłem za nią ale ona już wyjechała....
Gdy przyjechałem do domu wyciągłem pamiętnik Joe z kieszeni spodni, położyłem się wygodnie na łóżku i zacząłem czytać...Zdziwiły mnie pierwsze dwa słowa...
DO NIALL'A: DROGI PAMIĘTNIKU
Wiem że to teraz czytasz ty i wiem że kiedy to pisze siedzisz pod moim łóżkiem.
Teraz dziwisz się że że to do ciebie i zastanawiasz o co mi chodzi...
A więc Niall...Jeśli myślisz że stałam się bezuczuciową osobą która ma już ciebie dokładnie gdzieś to się mylisz...Niewiem jak to powiedzieć ale nadal cię kocham...Nie umiem ci tego prywatnie prosto w oczy powiedzieć bo moja duma na to mi nie pozwala.
Na początku obwiniałam cię za to. Za wszystko. Ale teraz patrze na to z twojej perspektywy. To moja wina. mogłam skupić się na tobie zamiast gadać o Cal'u i szukać mu dziewczyny. Ale naprawde bardzo chciałam aby nie okazało się że mnie nadal on kocha....Uwierz...Jak go nigdy nie kochałam nawet wtedy kiedy z nim byłam. To rodzice się uparli że mamy być razem. Byliśmy jeszcze gówniarzami. Myslałam że on też tak to odbiera - jako kazanie rozdzców. Ale nie...
Do tego ten sen...Był bardzo realny...Tyle że ja ciebie od samego początku kochałam tak naprawde. Jak nikogo innego...
Jak wiesz zaczęłam brać narkotyki. Myślisz pewnie że jestem teraz ćpunką...Wiem że tak myślisz tyle że mi tego nie przyznasz. Mysl jak chcesz ale tak nie jest. To poprostu daje mi ...hmmm...ulgę. Wtedy zapominam o wszystkim. I jest fajnie. Ale kończe z tym...od dzisiaj. Dowiedziałam się że mój przyjaciel Greyson, który był moim najlepszym wtedy przyjacielem, który wykopał mnie z dołka i umiał mi wszystko wutłumaczyć i wypędzić zło.Który pokazał mi właśnie ten ,,lek'' zmarł z przedawkowania....Musze przyznać że jestem tym faktem załamana ale on nie miał lekkiego życia. Nieważne.
Chce abyśmy sobie wszystko wytłumaczyli i mimo że już nie będzie tak jak dawniej chce abyśmy zostali przynajmniej kumplami. Może ci to nie odpowiadać, więc odpisz mi sms'em odpowiedź.
Przepraszam za wszystko
Joe.
Drogi pamiętniku:
Wszystko co miałam do powiedzenia tobie zamieściłam u góry....
Czyli ona nadal mnie kocha. Nie miałem pojęcia co jej odpisać. Nie spodziewałem się tego wszystkiego co napisała mi w pamiętniku w wersji listu.
A więc napisałem
Joe...Przeczytałem już to co miałaś mi do powiedzienia....Musze przyznać że jestem nieco zaskoczony....Możesz mi nie wieżyć ale ja też cię kocham....
Wtedy w barze nie wiedziałem co robie. Byłem pijany. I troche zdenerwowany. Bo wiedziałem że Caleb cię bardzo nadal kocha a ty jeszcze o nim mówiłaś i o swoch przypuszczeniach.
Wiem że to moja wina....Nie masz się o co winić ale co sie stało to się nie odstanie..Niestety.
Zrobie wszystko abyś już nie brała tych narkotyków...Wiem także że się cięłaś...Blagam cię nie rób tego...To mnie jeszcze bardziej niszczy niż to że niema ciebie przy mnie...
Jestem jak najbardziej za tym abyśmy zostali przyjaciółmi a keidyś...Kiedyś napewno nam sie uda...
Niall
Tyle napisałem ile byłem wstanie wymyśić....Napisałem jej całą prawdę i mam nadzieje że wszystko będzie dobrze...Naprawde marze o tym...
Wyczerpany postanowiłem pójsć już spać...Dostałem sms'a
Kiedyś napewno Niall...Dobranoc i przepraszam że ci teraz zawracam głowe...;*
Twoja Joe...
Ja jej jeszcze odpisałem
Mam taką nadzieje....A teraz chodźmy spać a jutro porozmawiamy normalnie ok? - Niall
Postaram się Dobranoc - Joe
-------------------------------------------------
No to kolejny rozdział jest ^^
No to mam też nadzieje że się spodoba!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
ROZDZIAŁ 64
Jak miało się stać - tak stało...Spakowałam rzeczy z hotelu, odmeldowałam się i pojechałam moim czarnym Land Rover'em do mojego domu. Nie byłam zbytnio za tą opcją bo mimo że można powiedzieć że zaczęłam wszystko olewać i bardziej imprezować nadal kocham Niall'a mimo zdrady i tego jak on mnie skrzywdził. Niewiem jak poradze sobie mieszkając z nim w jednym domu. Ale tak mi kazali Modest i tak właśnie pisze w najnowszym kontrakcie napisanym na następne - już 2 lata. Cóż akurat na to już nic nie moge poradzić bo inaczej złamie zasady kontraktu i ucierpią na tym Paul i Cloe a tego jak najbardziej nie chce.
- Jednak jesteś Joe - Otworzył mi z uśmiechem na twarzy drzwi Louis.
- Nie miałam niestety innego wyjścia czyż nie mam racji?
- Ale i tak cieszymy się że wróciłaś.
- Jasne... - Powiedziałam i weszłam do środka ignorując wszystkie przywitania. Poszłam do swojego starego pokoju, w którym nad łóżkiem był wielki napis ,,Joe''.
Rozpakowałam się pośpiesznie i sprawdziłam najmniejszą kieszonke w walizce w której był mój środek do życia. Niestety - Dzisiaj dopiero spotykam się z Greyson'em...A tam znajdowały się tylko puste plastikowe torebki, które wrzuciłam do szuflady obok mojego łóżka...
Przez te całe przemyślenia, i rozpakowywanie straciłam rachube czasu. Byłam z Greyson'em, jego dziewczyną Susie, Klaus'em, Trey'em i Emily umówiona na 180 a jest już 17:50! Cholera....
Pobiegłam na dół w tym w czym byłam i pośpiesznie ubierałam buty.
- Gdzie idziesz? - Zapytała z daleka Cori. Siedziała razem z HArry'm i Niall'em i oglądali jakieś dziadostwa w TV.
- Na spotkanie! - Odpowiedziałam
- Co? Masz już kogoś na oku? - Śmiała sie ze mnie..
- Można powiedzieć że nie kogoś a coś...Ale nie ważne - Zaśmiałam się i wyszłam.
*Oczami Cori*
Joe zmieniła sie nie do poznania... Nie widziałam jej od pory kiedy przyleciała do klubu po kłótni z Niall'em. Ale musze przyznać że Irlandczyk przesadził...I to ostro. Nie spodziewałam się tego po akurat nim. Nie wiem o co dokładnie chodziło ale nic nie jest warte zdrady...Zdrada jest najgorsza. Wiem że Joe nigdy by nie zrobiła takiego czegoś....
Bałam się o nią przez ten czas kiedy jej nie było. Nikt nie wiedział co z nią się działo...
- Wie ktoś może o co chodziło jej jak mówiła że ma na oku coś? - Zapytał Harry....
- Niewiem jak wu ale ja to bym chciała sprawdzić...
- Co masz na myśli? - Zapytał Niall
- Wiecie...Jej niema...Mamy czas aby sprawdzić w jej rzeczach może....co? - Może to nie był zbyt dobry pomysł ale najlepszy jaki wpadł mi do głowy...
- Nie sądzisz kochanie że troche przesadzamy? Wiesz to jej prywatne sprawy i jej życie...Będzie robiła z nim co chce..
- Ale ja nie chce aby moja przyjaciółka wpadła w jakieś złe towarzystwo i pomóc jej w razie czego jasne? Jak nie chcecie to nie ale ja właśnie póki mam czas ide na góre....- Jak się domyśliłam Harry i Niall poszli za mną do jej pokoju. Wszystkie rzeczy były już rozpakowane a walizka leżala już pod łóżkiem...
Zajżałam do pierwszej szuflady w szafce nocnej...Doznałam prawdziwego szoku..
- Chłopcy...niewiem jak wy ale ja nawet nie chce myśleć po czym są te torebeczki plastikowe... - Niall mi jedną odebrał...
- Pokaż...Zobacze...- Powiedział po czym otworzył jedną i palcem wyciagnał troche pozostałości...Wziął je na język aby posmakować..
- No to nasza Joe jest ćpunką...Czysta Koka...- Uznał
- nie mów tak na Joe...Nie miała by powodów aby je brać gdyby nie ty....- zezłościłam się....
- Spokojnie...Już wiemy kim jest ,,to coś'' co Joe ma na oku - powiedział Harry...
- O nie ja do tego nie dopuszcze aby moja przyjaciółka skończyła na odwyku...
- ...A w najgorszym przypadku w trumnie z przedawkowania...- Powiedział Niall. Normalnie nie wytykałam mu tego co zrobił ale teraz chyba przyszła na to pora...
- Słuchaj...Jesteś bezczelny! To przez ciebie tak robi!! Ona wcześniej zyła tylko dla ciebie a teraz? Nie widziałeś jak miala zabandażowane ręce? Myślisz że po czym? Może niechcąco jak kroiła chleb się pocieła? Bo ja tak nie myśle...Nie zauważyłeś jak ona się zmieniła? A ty? Nic sobie z tego nie robisz...Mimo to że to wszystko przez ciebie...
On nic nie mówił...Ze spuszczoną głową patrzał się w wykładzine...
- Właśnie... - powiedziałam i przeszukałam inne szuflady..
- Znalazłam jej pamiętnik... - powiedziałam i przekartkowałam ostatnie zapisane strony...- Masz - podałam go blondynowi...- Szybko bo się rozmyśle... - Wziął go i wyszedł do siebie. Mam nadzieje że się namyśli czy cokolwiek ale jak narazie musze robić coś z nowymi przyjaciółmi Joe.
*Oczami Niall'a*
Wolałem się wogóle nie odzywać...Ale Cori miała racje choć nie wiedziała tego co ja wiem. Bo to ja gdy Joe miała zanik pamięci rozmawiałem przez skype'a z Caleb'em...
On ją kochał....Opowiadał mi że kiedyś chciał się dla niej zabić nawet...A teraz gdy ją zobaczył po tylu latach uczucie się wznowiło...Mówił że miał jakieś nadzieje dopóki sie nie dowiedział że ja mu stoje na drodze....
Miałem już dość jak Joe o nim gadała..Czułem się troche odrzucony i okropnie zazdrosny. A wtedy...wtedy niemam pojęcia co mnie opętało...Wkurzyłem się i wyszłem z domu a w klubie się troche opiłem..I...I tak jakoś wyszło...Tylko szkoda że ona to widziała...
Cori mówi że jestem bezczelny....Wiem...Troche oszalałem odkąd niema przy mnie jej...Ale może jak się postaram to ją odzyskam? Wiem szanse wątpliwe ale jakieś zawsze.
Teraz do tego doszło że Joe wciąga...To jest nie do pomyślenia...Wiem tyle że zrobie wszystko choćbym miał ten proszek jej wysypywać i miała mnie potem zabić ja to zrobie...
Obiecuje że nie miałem pojęcia o tym że ona kiedykolwiek się cięła...I pomyśleć że to wszystko przeze mnie....Wiem teraz próbuje przy wszystkich udawać że mi nie zależy...Być takim luzakiem bez serca - ale w rzeczywistości wcale tak nie jest....Myśle o niej dzień i noc...I obwiniam się o to wszystko....
Trzymałem jej pamiętnik w ręce i siedząc na łóżku łzy spływały mi po policzku. Niewiedziełem czy go otworzyć...Może czegoś się dowiem..Albo będzie jeszcze gorzej??
Ztobiłem tak jak wcześniej Cori i od tyłu przekartkowałem do jakiegoś momentu. Troche tekstów piosenek...I..i jakieś zapiski... jak w pamiętniku.
Drogi pamiętniku
Pisze teraz ze łzami w oczach i z rozmazanym tuszem. Tak właśnie leże na łóżku hotelowym i płacze. Może się wydać na pocątku takie banalne... Miłosne rozterki dziewczyny. W sumie może tak właśnie jest? Tyle że w moim przypadku to nie było zauroczenie tylko prawdziwa miłość...Ale czy liczy sie to że ja kogoś kocham a ten ktoś mnie już nie? Wiem pisze od rzeczy i przepraszam za moje bazgroły ale emocje...
Właśnie jesteś jeszcze troszeczke zakrwawiony ale to też emocje.
Pewnie nie wiesz o niczym ale zaraz biegne z tłumaczeniem.
Straciłam pamięć..Tak bardzo nieprawdopodobne ale jednak.
Teraz już ją odzyskałam ale straciłam to co w moim życiu wydawało się do tej pory najważniejsze - miłość i nadzieje na lepsze jutro.
Mój ukochany można powiedzieć że zwiał z pierwszą lepszą..Czy to znaczy że jestem taka zła? A wszystko poszło o to że opowiedziałam mu o śnie gdzie Caleb o którym pisałam na stronie 104 zabił właśnie go. Ale to nie znaczy że jak z nim byłam to nadal go kocham! On może mnie tak bo odnosze takie wrażenie ale JA GO NIE!! Tak właśnie o to poszło - o cholerną zazdrość.
Ja kończe..Jestem wykończona i nie czekam już na jutro...Niech mnie ktoś obudzi z tego koszmaru!!!
Co linijka ja płakałem jeszcze bardziej. Ona wcale nie kochała Caleba...To tylko moja chora wyobraźnia...Zacząłem czytać dalej.
Drogi pamiętniku
Przepraszam że pisze tak późno ale w moim życiu troche się zmieniło mimo że nie zapomniałam o tamtych zdarzeniach.
Dzień po tym poznałam Greyson'a - chłopaka o niebieskich oczach niczym Niall i czarnych włosach. I tu w tym nie chodzi o samego niego (i tak ma dziewczyne) Ale to co dał mi do spróbowania. Wiem że nie mówisz ale jak powiem co to jest to możesz wpaść w szał.
Tak zaczęłam wciągać narkotyk - Kakaina. To nie jest to że to daje mi jakieś spełnienie jak połowie narkomanów - Ja wciągam bo zapominam wtedy o rzeczywistosci. Nie czuje już bólu i wyrządzonej mi krzywdy...I nie ..ne jestem ćpunem....
Już nawet się nie tne bo to i tak nie pomaga. To był błąd chociaż można powiedzieć że spawia mo to frajde.
Teraz zacznijmy inny temat. Zmieniłam się. Nie odbieram telefonów od ludzi z tamtego otoczenia, dużo imprezuje i filtruje z jakimiś kolesiami....Uprzedzam twoje pytanie i robie to dla rozwywki. Spokojnie potem ich spławiam....ale zabwa zawsze jest.
Już nawet nie płacze...Chociaż czasami w nocy szlocham..Naprzykład teraz pisząc to wszystko. Naszczęście mam taki pamiętnik bo inaczej niewiem co bym zrobiła.
Jest jeszcze jedna sprawa...Greyson. Nie nie chodzi o to że się w nim zakochałam czy coś...To coś innego. Jest moim przyjacielem. To on wykopał mnie z dołka i nauczył jak wszystko mieć głęboko w poważaniu. Ale boje się...Bo on nie bierze bo ma problemy - bierze bo ma nałóg. Nie może przestać tak jak ja kiedy chce. A ostatnio wygląda coraz gorzej. Jest bladszy i chudszy. Jego dziewczyna Susie wcale nie dba o to co się dzeje..Można powiedzieć że jest z nim dla szpanu....,,Wow mam chłopaka narkomana jaka ja jestem fajna!,, Tak ja ją odbieram - jako plastikową lalunie i nic więcej.
Okay ja już kłade się spać bo jest jakaś trzecia na ranem...Paaa!! **
Czytałem wszystko z zapartym tchem...To coś jakbym czytał jakąś ksiązke np. Charlie. Narkotyki, miłość, seks i takie sprawy. To było nie do pomyślenia ale jednak.
Usłyszałem otwierane drzwi frontowe na dole...Szybko ruszyłem do pokoju Joe aby odłożyć pamiętnik. Chowałem go kiedy usłyszałem otwierane drzwi...
-----------------------------------------------
hey hey hey!! Wybaczcie że dawno nic nie dodałam ale kurde neta odcieli ;<
Mam nadzieje że rozdział się spodobał!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
ROZDZIAŁ 63
Cała się trzęsłam a telefon, który trzymałam w rękach co rusz mi wyoadał. Nie wierzyłam że na trawie leżał Niall...Martwy Niall...Nie ryszał się ani nie oddychał. Zapłakana chciałam jak najszybciej być przy nim lecz poczułam kogoś obecność za mną...Obruciłam się i stał tam Caleb...Z nożem w ręce...Nóż był zakrwawiony...
- Teraz Joe będziemy mogli być juz razem...
- AAAAaaa!!!!!!!!!!! - Obudziłam się z krzykiem mokra od potu...Uspokój się Joe to był tylko sen...Głupi sen z którego się obudziłaś...Naszczęście. Ale...ale w śnie był Caleb a teraz wiesz kim on był..To..to znaczy że odzyskałaś pamięć...To znaczy że jak wczoraj się położyłaś to zasnęłaś i nigdzie nie poszłaś.
Może się ucieszyłam z tego że odzyskałam pamięć? Niewiem ale teraz to nieważne...NAdal ręce mi się trzęsły na myśl o moim śnie... W którym Niall był martwy...Ale...zabił go Caleb...Nie rozumiałam tego troche...
Zaraz do mojego pokoju wleciał wystraszony Niall trzymając w jednej ręce kil do baseball'u.
- Joe!! Nic ci nie jest?
- Nie...- Zapłakana podbiegłam do niego.
- Joe...Co się stało? Czemu płaczesz?
Pociągłam go za sobą na łóżko...
- Połóż się...Wszystko ci opowiem.
Wzruszył ramionami i położył się koło mnie cały czas jednak trzymając mnie za ręke. Nie przytulił mnie bo myślał że nadal gdy niemam pamięci wole być z nim na dystans..
- Wiesz...miałam koszmar...
- Opowiedz mi go...To zawsze pomaga.
- Wesz...nie jestem pewna czy powinnam...
- Obiecuje że się nie obraże...Ważne że ci będzie lepiej kotku.
- NNo dobra...Usiadłam...Więc...Śniło mi się że poszłam gdzieś ale nie wiedziałam nawet gdzie. Ale to nie ważne. I..i odzyskałam pamięć. Chciałam wrócić do domu i było ciemno..No i z daleka zobaczyłam leżącą postań na trawie...- Z oczy leciał mi potok łez...- Byłeś...byłeś martwy...
- Spokojnie.To tylko sen....- Przytulił mnie mocno do siebie...A ja odwzajemniłam uścisk.
- Wiem...Kocham cię...Kocham cię najbardziej na świecie Niall <3
- Ja ciebie też...Chcę abyś odzyskała już pamięć...
- Bo wiesz...W tymm śnie był też Caleb...Bo to on był...spawcą.
- Caleb - Zdziwił się mój chłopak. - Przecież ty go chyba nie pamiętasz....
- Okazało się że wszystko sobie przypomniałam jak się obudziłam...Odzyskałam pamięć...
- Naprawde?
- Tak...
- Nareszcie!! - Niall wstał wziął mnie na ręce i zakręcił pare razy do okoła..
- Kocham cię kocham cię kocham cię! - Prawie krzyczał.

Następnego dnia dałam sobie na luz. Nie chciałam nic robić. Wszyscy już wiedzieli o tym że odzyskałam pamięć i sie cieszyli. Nawet chcieli to oblać i iść ze mną na jakąś impreze. No tak poszli - ale beze mnie. Przy mnie został tylko Niall. Ja przez cały dzień zastanawiałam - Co miał wspólnego Caleb w moim snie z zabiciem Niall'a i czemu powiedział że teraz będziemy mogli być wkońcu rezem? Jakoś sobie tłumaczyłam to że może o nie był jednak Caleb? Może ktoś podobny? Ale niestety fakty były inne...
Wpadłam na to że może Cal nadal mnie kocha? Może..może on chciał wzbudzić moją zazdrość przy Perrie? To by było możliwe bo Caleb w takich sprawach potrafi być nie obliczalny. Postanowiłam podzielić sie jednak tą informacją z blondynem.
- Niall bo wiesz...- Opowiedziałam Niall'owi moje całe przemyślenia na początku mówiąc co mi powiedział - oczywiście we śnie.
- Co?
- No tak tylko podejrzewam..
- Może chcesz do niego wrócić? - Oburzył się Niall.
- Chyba cię pogieło...
- A ja myslę że chcesz tylko boisz się do tego przyznać..
- Ale..
-...myślę też że nadal go kochasz...- powiedział i wyszedł z domu...Bardzo się na niego zdenewowałam bo to nie jest prawda!!! Kużwa mać! Czemu moje zycie musi być takie skomplikowane??! Postanowiłam go zostawić i za nim nie lecieć bo uznałam że tak będzie lepiej. Przemyśli co zrobił a potem przyleci mnie przeprosić...Tacy już są męszczyźni...
Minęła może godzina a ja postanowiłam też się zebrać i jednak pójść do nich na tą impreze. Jakoś się ubrałam, lekko pomalowalam i wyszłam. Była już jakaś 220 więc myśle że nadal powinni ta być. Weszłam do klubu. Jak zwykle fajna zabawa. Praktycznie wszyscy tańczyli i nagle spostrzegłam znaną mi już grupe ludzi.
- Cori! Zawołałam
- O! Jednak przyszłaś!
- No. Jest tu Niall?
- Tak..
- A gdzie?
- Nie mam serca ci tego mówić więc ci pokarze...
Cori odwróciła mnie w przeciwną stronę...W sekunde mój świat się zawalił. Miałam dużo takich sytuacji. Byłam nawet w stanie gdzi mogłam umrzeć ae teraz marzyłam poprostu o tym. Bo mój świat już nie istnieje. Niema nawet barw.
Niall stał i całował się z jakąś dziewczyną...Nie tak normalnie...Fuj - pomyślalam.
- Gdy mnie zauważył podszedł do mnie a ja nie ruszałam się z miejsca.
- Co? Może pójdziesz teraz do Caleba się poskarzyć? Przecież wy się tak kochacie! - Niall był pijany. Jedyne ci udało mi się wydusić to:
- Nienawidze cię!! - Krzyknęłam i wybiegłam z baru. Nie wierze. Niall mnie zdradził. Jedyna osoba dla której chciałam zyć...Miałam jeszcze Cori ale ona ma teraz swoje życie i swoje klocki.
Pobiegłam szybko do domu...Spakowałam co miałam i zanim wybiegłam z domu wyjęłam z łazienki żyletke. Wiem że nie jest to jedyne rozwiązanie ale miałam koleżanke która się ciełą...Mówiła że to pomaga na ból...Taki wewnętrzny ból a nie jak ból brzucha naprzykład.
Zrobiłam kilka ran i owinęłam bandażem rany. Nie chciałam tego robić ale ból po cięciu dawał mi to że nie pamiętałam o tym co właśnie zrobił mi Niall..Poprostu nadal w to nie wierze.
Wybiegłam z domu i zatrzymałam się w jakimś hotelu.
Następnego dnia obudziłam się dopiero przed pierwszą...Miałam mnóstwo nie odebranych połączeń i wiadomości - wszystkie od Nialla i niektóre od chłopców i Cori. Wszystko naraz usunęłam. W d***e ich mam...Jak oni mają mnie.
Postanowiłam że zamiast rozpaczać dzisiaj się właśnie zabawie...
Wieczorem wyszłam na impreze do jakiegoś pobliskiego klubu. Musze przyznać że poznałam całkiem fajnego kolesia..Greyson.
Fajnie się z nim gadało. Był miły i nie narzucał się wogóle. Miał niebieskie oczy oraz czarne włosy. Dała bym mu ok 20 lat.
- To jak bierzesz? - Nagle zapytał.
- Nie sorry...
- To spróbuj...W minute czujesz sie jak by nie istniał świat. Wsystkie problemy idą w zapomnienie... W naszej paczce wszyscy biorą - powiedział wskazując na udzi siedzących daleko na kanapie.
- Masz...Jak się spodoa to wiesz gdzie mnie szukać.. - powiedział i podał mi plastikową torebeczke z białym proszkiem. Nic nie istnieje? Wszystkie problemy idą w zapomnienie? namyśliłam się i jednak ją wzięłam..
- Dzięki - powiedziałam i schowałam ją do kieszeni.
Pożegnaliśmy się i poszłam szybko do hotelowego pokoju. Położyłam się na łóżku i przyglądałam się mu - proszkowi wysypanego już przeze mnie na dłoń.
Po chwili jednak przyłożyłam nos do proszku i jednym ruchem go wciągłam...Odleciałam odrazu....
*Tydzień później*
Rano obudził mnie dzwoniący natarczywie telefon. Nie myśląc odebrałam go.
- Tak?
- Joe!! Nareszcie odebrałaś! Gdzie jesteś martwimy się o ciebie!! - Krzyczała moja przyjaciółka..
- Baluje..Taka odpowiedź ci wystarcza?
- Nie...
- To pech...
- Dzisiaj mamy przyjechać do Cloe i Paula.. Chcą z tobą pogadać.
- Nie interesuje mnie to...
- Nasz duet też?
- Niewiem...Jak narazie jestem w trakcie wstawanie z łóżka...Jakby co spotkamy się u Paula a jak nie to znaczy że jednak nie mogłam przyjść - powiedziałam i się rozłączyłam.
Przez cały tydzień brała biały proszek od Grysona. Muszę przyznać że miał racje...To pomaga w zapomnieniu o wszystkich krzywdach i bólach...Poprostu odlatujesz..Czujesz się jak byś była na obcej planecie..Tak..Tak lekko.
Poszłam do łazienki. JEjciu...Wyglądam okropnie...Sińce pod oczami, czerwone oczy i zabandażowana ręka...Okropnie się zmieniłam...Zaczęłam wszystko olewać...Jeżli oni tak się właśnie zachowali ja też moge no nie?
Ubrałam się, i oczywiście nie mogło zabraknąć czarnych Raybanów aby nie było widać oczu.
Postanowiłam że jednak pójde do paula...Uwinęłam się o 150
- Joe! Co się z tobą działo? - Otworzył mi Paul.
- Dobrze chociaż bym źle powiedziała jakbym ujęła że po staremu...
- Wejdź.. - zaprosił mnie do środka...
Odrazu poczułam uściski chłopców i Cori...No oprócz Niall'a... Ale nie zwracałam na niego najmniejszej uwagi. Greyson przez tydzień za pomocą ,,białego proszku'' którego tak umownie właśnie nazywamy - więc nauczył mnie że nie ważne są uczucia. Choć troszke zakuło mnie w sercu na jego widok. Siedział na kanapie...
- A więc? - Zapytałam
- Musisz się wprowadzić spowrotem do chłopców i Cori..
- Bo?
- Ponieważ fani już się denerwują tak jak paparazzi...
- Mam ich głęboko w poważaniu..
- Ale akurat Modest to nie interesuje...
- Błagamy Joe...Wprowadź się spowrotem bez ciebie to nie to samo..
- I już nigdy nie będzie...Tak się składa że już nie jestem starą Joe...Mi też jestprzykro..
- Niestety Joe mimo wszystko co zaszło pomiędzy wami musisz trzymać się regulaminu i umowy z Modest...To ich słowa nie moje bo wiesz że ani ja ani Cloe nie chcemy ingerować w wasze zycie prywatne....
- Dobra.. - Zgodziłam się po długiej przeriwe...Nich im będzie ale i tak nie będzie tak jak było....
----------------------------------------
Napisałam Zaskoczeni obrotem sprawy? Troche skróciłam wszystko może..Może szybki obrót sprawy..Ale jest Spodobał się??
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
ROZDZIAŁ 62
Czas mijał powoli...Dłużył się jak niewiem a ja jak pamięć stracilam tak jej nie odzyskałam...Tyle że teraz na mlilion % wiem że to nie jest jakaś ściema...Holly została aresztowana a jak odzyskam pamięć ma się odbyć rozprawa.
Można powiedzieć że teraz poznaje wszystkich na nowo, co dzień wieczorem siadamy wszyscy i opowiadają mi jakieś zabawne lub poprostu fajne sytuacje z mojego życia i oczywiście ich. Ale jedno mnie zastanawia...Dlaczego nie mówią nigdy o jakis smutnych czy złych sytuacjach...Bo jakieś napewno były no nie?
Z Niall'em mam dobry kontakt...Ale mimo wszystko nie śpie w nim w jednym łóżku...Niewiem dlaczego..Poprostu może jakaś częśc mnie obawia się tego, że Niall jest tym złym? Który chce mnie tylko wykorzystać? W sumie sama nie wierze w to co myśle ale tak jest...
Martwiłam się trochę że już nigdy moge nie odzyskać pamięci...Mimo wszystko chciała bym przypomnieć sobie jak to było...Teraz żyje troche w lekkiej nieświadomości..
Cóż dowiedziałam się że jestem piosenkarką i zarabiam miliony na rok jeżdżąc po świecie w trasie oraz nagrywając właśne kawałki...Nie koniecznie własne bo ze mną w duecie śpiewa moja najepsza przyjaciółka...Cori.
Pewnego dnia poprosiłam Niall'a aby zawiózł mnie do lekarza bo się martwie...Już minął prawie miesiąc a tu nic...Praktycznie nic mi się nie przypomniałam...
- Ale po co? Jeszcze miesiąc nie minął..Spokojnie przypomnisz sobie wszyściutko już za niedługo.
- Nie możesz mi tego obiecać czyż nie?
- Owszem ale jestem pewny prawie że tak będzie....- Popatrzał się na mnie czule. Kochałam się tak mu przyglądać nawet jak miało to być z ukrycia...
- Powiem ci coś..
- Tak? - Zapytał
- Masz piękne oczy...Kocham je poprostu...
- Nie jestem sam..Ty masz piękniejsze. Ciemnieją ci jak jesteś zła a masz je bardzo jasne jak czujesz sie dobrze...Czyli teraz.
Zarumieniłam się lekko bo jako że ,,znam go tylko miesiąc'' dziwnie tak słyszeć jak mówi że jestem piękna, że mnie kocha, jak mówi do mnie kotku, kochanie, słonko...W środku czuje że go kocham ale wstydze się tak o do niego podejść i np. go przytulić ....
Posłuchałam go jednak i poszlam do moego pokoju.
Siedziałam tam przez całkiem długi czas...Musze przyznać że starałam sobie cokolwiek przypomnieć..Niestety na nic. Nawet niewiem kiedy zasnęłam. Śniło mi się że pół roku później nadal nic nie pamiętałam i pojechaliśmy jednak do lekarza...
Weszłam do białej sali sama...stał tam jakiś lekarz który smutny czekając na mnie trzyłam w ręce jakieś papiery. Skinieniem wezwał mnie do siebie. Podeszłam powoli bojąc się wieści.
- Przykro nam ale na zawsze straciła pani pamięć. Musimy panią zabrać, gdyż tacy ludzie bez wspomnień nie mogą żyć obok innych normanych ludzi. Słowo NORMALNYCH krążyło mi po głowie...Czyli ja jestem nienormalna?
Otworzyłam szeroko oczy. Była 2 w nocy...Napiłam się szybko wody i położyłam sie ponownie do łóżka.
Przez kolejny miesiąc także nic...Bałam się jak niewiem ale powiedziałam sobie że dopóki nie poczuje że muszę nie pojade do lekarza. A to wszystko przez ten głupi sen o którym nie powiedziałam nic nikomu.
- Nie sądzisz że jest coś nie tak i powinnaś pojechać jednak do lekarza? - Zapytała się mnie Cori.
- No niewiem..Mam pewne obiekcje...
- Czemu? Jeszcze jakiś miesiąc wcześniej chciałaś jak najszybciej jechać do niego...
- Wiem...ale teraz już nie chce...
- Dobra..Nie chcesz nie mów...- Powiedziała troszeszke obrażona i odeszła. Bo po co mam zawracać jej glowe jakimś głupim snem?
Poszłam się połozyć na góre. Znowu ta sama sytuacja. Chcę przypomnieć sobie wszystko...Na marne...Znowu zawedziona chciałam iść spać. Ale niestety...Zasnąć nie mogłam. Bałam się znowu tego snu...Niewiem dlaczego miałam przed nim taki lęk..A jednak.
Więc postanowiłam się przejść po Londynie...Mimo że niewiem praktycznie o nim nic. Znam tylko niedaleką okolice, parki i sklepy w pobliżu. Ale co tam...Może sobie coś przypomne?
Przechadzałam się ulicami próbując znowu sobie coś przypomnieć...Niestety...Pustka pojawiła sie w mojej głowie.... Żadnych wspomnień z dzieciństwa, żadnych wspomnień nawet od poznania 1D...Żenada...A może Holly przyłożyła mi tak że już nogdy sobie niczego nie przypomne? Czas pokaże ale jak narazie jestem za przeproszeniem w dupie...Tak dokładnie w ciemnej dupie.
Robiło się już ciemno więc postanowiłam że wróce...Ale teraz w mojej głowie tkwi pytanie jak? I dokąd iść? Albo jeszcze..Którędy szłam? Więc na oko poszłm w lewo od miejsca w którym się znajdowałam czyli przed jakąś wytwórnią - chyba. Podrodze spotkałam jakieś fanki. Cori mówiła mi o naszych fanach, że są wspaniali, i że bardzo nas kochają. Mówiła mi że moge ich spotkać a wtedy mam się uśmiechać trochę z nimi pogawędzić, zrobić zdjęcie oraz dać autograf.
- Hey Joe!! AAa! - Piszczała jedna z nich chcąc mnie zatrzymać. A więc stanęłam i tak jak kazała Cori uśmiechnęłam się od ucha do ucha i do nich podeszłam. Było ich trzy dziewczyny ok 15-16 lat.
Trochę z nimi porozmawiałam o pierdołach jak pogoda lecz potem padło pytanie na które nie wiedziałam czy moge odpowiedzieć.
- Czy to prawda Joe że straciłaś pamięć? Wiesz piszą tak w gazetach i niewiemy czy mamy w to wierzyć więc chcemy dowiedzieć się bezpośrednio od ciebie.
- Hmm...Skąd taki pomysł? -Powiedziałam lecz chyba zauważyły że trochę jestem poddenerwowana i mówie to z niepewnością. Dlatego chciały mnie sprawdzić i zapytały...
- W takim razie kiedy masz urodziny? - Zapytała się mnie jedna z nich. Muszę przyznać że zapewne nawet nie wiedziałabym jak się nzaywam jakby mnie tak cały czas nie nazywali..
Obróciłam to w jakiś żart bo odparłam
- A kto by pamiętał swoją datę urodzin? Ja nawet nie pamiętam co jadłam na śniadanie! hahahah - Zaczęłam się specjalnie śmiać na co dziewczyny też się śmiały. To wcale moim zdaniem nie było śmieszne...Ani troche.
Pożegnałyśmy się a ja podążyłam w kierunku wybranym przeze mnie wcześniej.
Przechodziłam choodnikiem kiedy znalazłam coś na trawie...Był to kolczyk...Niby zwykły kolczyk ale był taki sam jak mój...A właśnie chodziłam tylko z jednym. Nie chciałam gościągać... Może jakieś przywiązanie mną obwładnęło? Niewiem. Wzięłam go i siadłam na ławce....
Wspomnienia wracały...Te dobre i te złe...Już wszystko wiem...Niby się cieszyłam...Ale...ale jednak nie chciałam znać tych złych historii z mojego życia..Wolałam żyć wolna bez nich...
Wiem dokładnie co się stało przed tym zdarzeniem. Wylosowałam krótką zapałke i przez to musiałam z wytwórni iść sama w nocy do sklepu. I tam zaatakowała mnie Holly uderzając mnie w głowe jakimś kamieniem lub cegłą. W każdym bądź razie straciłam pamięć....Tak bardzo chciałam ją odzyskać. A teraz myśle że na próżno. Teraz dopiero poczułam że wtedy odrodziłabym się na nowo...Na nowo poznałabym Niall'a...
Wiem też że przed tym pokłóciliśmy się ostro...W sumie głupia drobnostka...Dał mi ultimatum. Racja Cal'a czy jego....Ja wybrałam niby Cal'a bo to on miał racje ale nieważne...
Postanowiłam wrócić do domu, aby podzielić się tą informacją iż odzyskałam pamięć. Wracałam przez park...Bardzo ciemny park bo na ławce rozmyślając jak się okazało spędziłam 2 godziny.
Niby tak ciemno ale ja z daleko spostrzegłam jakąś postać...leżała na trawie...i się nie ruszała...Moja pierwsza myśl była taka że pewnie jakiś menel...Podeszłam bliżej..
- MAtko boska...boże, boże boże... - Zanosiłam się płaczem...Padłam na kolana....Ja go znam...

----------------------------------------------
No to witam!! Cóż rozdział...Taki sobie. Troche nudny. ;P Jakiś taki na końcu horror. Zobaczycie jak to będzie potem w nexie xD Cóż mam nadzieje że sie spodobał mimo wszystko
Jak tam u was? Oceny poprawione jeżeli jakieś były? Jakie oceny na koniec? Chwalić mi się tu xD